Edynburg – wzgórza, kamień i historie zapisane w mieście

Edynburg bez pośpiechu: widoki z Calton Hill, Dean Village, Scott Monument i historia Kaprala Wojtka. Spokojne atrakcje i szkocki klimat miasta.

Edynburg to miasto, które nie potrzebuje reklamy. Wystarczy wyjść na spacer, by co chwilę natknąć się na miejsce z historią grubszą niż mury kamienic. Co ważne – wiele atrakcji jest tu bezpłatnych, choć czasem warto wydać kilka funtów, by spojrzeć na stolicę Szkocji z innej perspektywy.

Jedna z naszych ostatnich wizyt zaprowadziła nas w miejsca spokojniejsze, mniej zatłoczone, ale pełne znaczeń.

Jedna z naszych ostatnich wizyt w Edynburgu

Nasza pierwsza wizyta w Edynburgu w filmiku poniżej była bardzo spontaniczna.

Calton Hill – Edynburg z wysokości

Calton Hill to jedno z tych wzgórz, które najlepiej pokazują charakter miasta. Niby blisko centrum, a jednak wystarczająco wysoko, by złapać dystans do codziennego zgiełku.

Nelson Monument

Nelson Monument został wzniesiony ku czci wiceadmirała Horatio Nelson. Upamiętnia jego zwycięstwo w bitwie pod Trafalgarem oraz śmierć odniesioną w tym samym starciu.

Po zapłaceniu 5 funtów i pokonaniu 143 schodów, można wejść na szczyt wieży. Nawet pod koniec marca, gdy zieleń dopiero budzi się do życia, panorama Edynburga robi wrażenie – dachy miasta, linia wzgórz i chłodne szkockie światło.

Inne obiekty na Calton Hill:

  • National Monument of Scotland – niedokończona „szkocka Akropolia”
  • Dugald Stewart Monument
  • Playfair Monument
  • Old Observatory House
  • Monument to Scottish Parliament

Kapral Wojtek – polski ślad w Edynburgu

W parku natrafić można również na pomnik wyjątkowej postaci – Kapral Wojtek.

Urodzony w 1941 roku w okolicach Hamadanu w Persji, został adoptowany przez żołnierzy 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2 Korpus Polski dowodzonym przez Władysław Anders.

Wraz z kompanią przeszedł cały szlak bojowy:
Iran – Irak – Syria – Palestyna – Egipt – Włochy – Wielka Brytania.

Po demobilizacji trafił do zoo w Edynburgu, gdzie zmarł w 1963 roku. Dziś jego historia jest jednym z najbardziej poruszających polskich akcentów w mieście.

Dean Village – cisza tuż obok centrum

Dean Village leży zaledwie kilka kilometrów od centrum, a sprawia wrażenie miejsca całkowicie oderwanego od miasta. Początkowo była to osobna osada, która w 1826 roku została kupiona przez John Learmonth.

Pierwsze wzmianki o młynach w Dean Village pochodzą z 1145 roku. Przez ponad 800 lat mielono tu zboże, wykorzystując nurt rzeki Water of Leith. Z czasem, wraz z rozwojem nowoczesnego przemysłu, znaczenie wioski malało, aż handel całkowicie upadł.

W XX wieku okolica kojarzona była z biedą i zaniedbaniem. Dopiero od połowy lat 70. rozpoczęto gruntowną rewitalizację. Dawne młyny, magazyny i domki robotnicze zamieniono w mieszkania. Dziś Dean Village to jedna z najbardziej pożądanych i najdroższych dzielnic Edynburga.

Wioska Dean & Pomnik Kaprala Wojtka

Scott Monument – ambicja i schody

Scott Monument wzniesiono ku czci Walter Scott, jednego z najsłynniejszych szkockich pisarzy.

Kamień węgielny położono 15 sierpnia 1840 roku, w rocznicę jego urodzin, a budowę ukończono w 1844 roku. Monument stoi przy Princes Street Gardens i ma 61,11 m wysokości.

Na najwyższą platformę widokową prowadzi 288 schodów. Od kilku lat próbuję się tam wdrapać, ale zawsze coś staje na przeszkodzie. Zakładam jednak, że panorama na miasto i ogrody musi być warta wysiłku.


Polski hymn na dudach

Na koniec klasyka turystyczna. Zdjęcie z dudziarzem. Nigdy wcześniej nie robiłem fotografii z ulicznymi muzykami, ale wszystko ma swój pierwszy raz. Być w Szkocji i nie mieć zdjęcia ze Szkotem w kilcie – nie wypada.

Wrzucone £5 zaowocowało nie tylko zdjęciem i krótką rozmową, ale też… polskim hymnem zagranym na dudach. Miłe zaskoczenie i dowód na to, że niektórzy doskonale wiedzą, jak trafić w emocje turystów. I bardzo dobrze – takie momenty zostają w pamięci na długo.

Sprawdź również:

Najnowsze wpisy:

13 Comments

    • Arek

      Dokładnie, szkocka pogoda nie rozpieszcza :). Dudziarz zaskoczył tak wielu turystów. To nie był jego pierwszy raz :D. Po wizycie w Edynburgu przypadkiem trafiłem na filmik, gdzie ten sam Pan grał polski hymn dla całej rodziny.

      • Zaimponował mi. Wiedział, jak zaskoczyć turystów z Polski 🙂 My jesteśmy szczególnie wyczuleni na takie historie, lubimy, gdy ktoś wie coś o Polsce ponad to, ze leży w Europie 😉
        Kolega opowiadał mi, że gdy był w Kambodży, podeszła do niego dziewczynka sprzedająca jakieś towary i oferowała mu je w różnych językach. W pewnym momencie powiedziała też po polsku ile kosztuje oferowana rzecz 🙂

        • Arek

          Bardzo lubimy :).

          Kilkukrotnie spotykały mnie sytuację o których piszesz. Było to w Nepalu, Maroku, czy Hiszpanii.
          Na Grenlandii nie miałem oferty kupna po Polsku, ale dwa razy rozpoznano, że jestem Polakiem, choć nie mówiłem, ani nie miałem widocznych znaków szczególnych jak flaga :).
          Za pierwszym razem Pan sprzedawca stwierdził, że muszę być z Polski, bo na naszywce mam literę „Ż”. Zdębiałem :). Na moje pytanie skąd zna tą literę odpowiedział, że gra online w Counter-Strike, gdzie przewijają się ludzie z całego świata.

          W drugim przypadku zostałem zidentyfikowany jako Polak po nazwisku – Kapitan na statku miał listę pasażerów, a że kiedyś pracował w Gdańsku łatwo przyszło mu rozpoznanie mnie.

          • Fajne przygody 🙂 Nie jesteśmy tacy anonimowi, jak się wydaje 😉 Myslę, że to bardzo miłe, gdy ktoś z sympatią stwierdza, że pewnie jesteś z Polski 🙂

          • Arek

            :). Oj nie jesteśmy, świat teraz jest bardzo mały. Do chwili obecnej miałem tylko pozytywne przygody odnoszące się do narodowości i mam nadzieję, że tak zostanie :).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *