Przepraszam, który stolik jest dla PILOTÓW?

Mój sezon urlopowy praktycznie dobiegł końca. Ostatnie miesiące były dość intensywne, dlatego nie maiłem zbyt dużo czasu na pisanie relacji. Mam nadzieję, że w najbliższym okresie uda mi się nadrobić zaległości.

Zacznę od ostatniego, ale bardzo ważnego dla mnie wyjazdu na Słowenię.

 

Rok temu zacząłem swoją przygodę z paralotnią. W tym roku chciałem zrobić Drugi Etap. Próbowałem zrealizować to w czerwcu, ale pogoda pokrzyżowała mi plany. Postanowiłem pojechać jeszcze raz do Polski we wrześniu i wraz ze Szkołą Paralotniarską ALTI udać się na Słowenię.

Wyjazd wyglądał następująco:

Dzień Pierwszy

W niedzielę o 9 rano zebrała się spora grupa  uczestników. Każdy z nas dostał swój sprzęt: plecak, uprząż, skrzydło, kask i radio. Po dopasowaniu uprzęży i przydzieleniu osób do busów ruszyliśmy w kilkugodzinną drogę. Łącznie z kierowcą jechało 8 osób w podobnym przedziale wiekowym. Pierwsza godzina minęła dość spokojnie. Wszystko zmieniło się po wypiciu pierwszej butelki wódki. Po kolejnych postojach droga minęła nam bardzo szybko w miłej atmosferze :). Tak staliśmy się ekipą z Białego Busa – niestety o niechlubnej reputacji :D.

Po dotarciu do miejscowości Bohinj udaliśmy się na obiad do Pizzeri Ema. Później rozlokowaliśmy się w domu wynajętym przez szkołę. Każdy został przydzielony do pokoju. Wraz z siedmioma chłopakami trafiłem do lochów. Nazwa może trochę nieadekwatna bo pokój w piwnicy był schludny i czysty, ale strop przywodził mi na myśl więzienie.

Wieczorem oddaliśmy nasze dowody ( do tej pory czekam na pismo z Providenta 😀 ), później omówione zostały sprawy organizacyjne, po czym poszliśmy spać.

Dzień Drugi

Po śniadaniu ruszyliśmy na lądowisko, po drodze zrobiliśmy zakupy w sklepie. Na miejscu omówione zostały zasady naszych zlotów i lądowania. O 10.30 Amerykańskim Autobusem ruszyliśmy na Vogar. Niestety nie było opcji bezpośredniego dojazdu, więc musieliśmy przejść kawałek szlakiem. Wysokość i start zbytnio mnie nie przerażał, najgorzej bałem się lądowania. Niby byliśmy kierowani przez instruktorów: Tamarę przy starcie i Wojtka przy lądowaniu, ale zawsze niepewność pozostawała. Pierwsze całe 5 min w powietrzu, to było coś :). Taki zlot po Jaworzynce ( stok szkoleniowy ALTI w Międzybrodziu Żywieckim ), to jak krok milowy :). Wszyscy byli 3 razy w powietrzu. Przy drugim starcie niestety miałem „krawat”. Wyglądało to niewinnie, ale trochę mnie sponiewierało.

 

 

Po wylądowaniu ostatniej osoby cała grupa udała się do Emy. Pierwszego dnia zjadłem tylko zupę. Tym razem postanowiłem zjeść zupę i pizzę na pół :D. Była ona na cienkim cieście i nie mieściła się na bardzo dużym talerzu. Po posiłku, przejedzeni wróciliśmy na kwaterę. Szybki prysznic, chwila odpoczynku po czym wszyscy zebrali się na oglądanie startów i lądowań. Wszystko przy dużej ilości śmiechu i kilku Laško ( słoweńskie piwo ).

Dzień Trzeci

Poranek wyglądał podobnie: śniadanie, wyjazd na lądowisko, po drodze zakupy. Na parkingu przepakowanie się do autobusu. Po czym przejazd pod Vogel (1550 m n.p.m. ). Godzinę czekaliśmy na poprawę warunków po czym ruszyliśmy gondolą, a później wyciągiem krzesełkowym na szczyt. Tam odbyła się kolejna odprawa – Tamara omówiła trasę i jak mamy się zachować w przypadku podwinięcia, bądź przeciągnięcia.

Mój pierwszy zlot przebiegł spokojnie. Podczas drugiego obudził się „Szatan” ( zaczęły tworzyć się kominy termiczne ) i trochę mną potrzęsło. Podczas trzeciego zlotu „Szatan” jeszcze nie spał, ale nie było już takiego strachu jak za pierwszym razem :). Z dołu może wygląda, że lot jest spokojny, ale tak nie jest. Trzeba trochę się napracować 🙂 i w termice trzęsie jak cholera :).

Po wylądowaniu ostatniej osoby pojechaliśmy na obiad do Emy ( jedliśmy tylko w tej restauracji, jedzenie było tam bardzo dobre ). Tym razem większość wzięła porcje dziecięce, lub jeden duży posiłek na dwie osoby. Wystarczyło to w zupełności, a i nie zawsze wszyscy byli w stanie zjeść swoją porcję.

Wieczór przebiegł podobnie do poprzedniego: prysznic, omawianie filmów i Laško :).

Dzień Czwarty

Rutynowo: śniadanie, sklep, przesiadka do autobusu, przejazd pod Vogel i wyjazd gondolą do pierwszej stacji. Tam niestety musieliśmy czekać kilka godzin na poprawę warunków. Przespałem się trochę na podłodze – później okazało się, że na wyższym tarasie są kanapy :D. W międzyczasie większa część grupy zaczęła grać w Mafię. Po ogarnięciu zasad ( nigdy wcześnie w to nie grałem ) dołączyłem do nich. Podczas gry działa się masa śmiesznych rzeczy – niestety nie do opisania. Była kupa śmiechu, padło sporo tekstów, do tego nauczyliśmy się swoich imion :). Po grze ekipie z Białego Busa najbardziej utkwiło powiedzenie „Zabić Kacpra!„, które było później wykorzystywane w różnych sytuacjach :D.

W końcu warunki poprawiły się na tyle, że można było wjechać krzesełkami na szczyt. Starty przerywane były ze względu na słabą widoczność, ale wszystkim udało się zlecieć przynajmniej raz. 5 osób chcących wykonać drugi zlot niestety musiała wychodzić pieszo od restauracji ( krzesełka czynne były tylko do 15 ), a i tak tylko jednej osobie udało się zlecieć – pogoda popsuła się zupełnie. Reszta musiała wracać z powrotem do gondoli.

Wieczór upłyną podobnie do poprzednich: prysznic, oglądanie filmów. Zagraliśmy jeszcze kilka razy w Mafię, grała z nami również Malvazija ( wino ) i Laško, więc było wesoło :).

Dzień Piąty

Poranna rutyna: śniadanie, zakupy, przejazd na lądowisko, wyjazd gondolą. Tam czekała na nas niespodzianka, czyli piękna pogoda :). Było chłodno, ale słonecznie. Wszyscy wykonali po 3 zloty. Od początku towarzyszył nam „Szatan„, ale byliśmy już na to przygotowani :). O 16-ej wszyscy byli już na ziemi. Obiad w Eme, a później egzamin na pilotów paralotni. Wszyscy dobrze się do niego przygotowali. Nie mieliśmy większych trudności z jego zaliczeniem :).

Był to nasz ostatni wieczór więc po obejrzeniu filmów mogliśmy całkowicie poświecić się Malvaziji i Laško :D.

Dzień Szósty

Był to czas powrotu. Tego dnia nie lataliśmy. Czekało nas tylko śniadanie, pakowanie i długa droga, która strasznie się dłużyła. Nie mieliśmy już siły na picie – tygodniowe loty nas wykończyły :D.

Podsumowując wyjazd: zrobiłem licencję pilota paralotni i poznałem fajnych ludzi, z czego jestem bardzo zadowolony :). Z czystym sumieniem polecam Szkołę Paralotniarską ALTI oraz sklep z używanym sprzętem paralotniowym IFLY. Było też kilka niemiłych akcentów jak zbita ręka, połamane okulary i wątroba do przeszczepu, ale to tylko kilka minusów :), które nijak mają się do całego wyjazdu.

Pozdrowienia dla ekipy z Białego Busa: Delfina, Alicji z Krainy Laško, Hałabały, Kudłatego, Komóry, Dezyderiusza, Roberta Planta i Kryspina 🙂. ZABIĆ KACPRA! 🙂

 

SMACZNE-PODROZE-png

 

Odpowiedź do “Przepraszam, który stolik jest dla PILOTÓW?”

Dodaj komentarz