Viva España część 1 Barcelona

 

Barcelona

Po dość długim czasie bez urlopu przyszedł w końcu upragniony moment wyjazdu.

Te uczucie kiedy jedziesz na lotnisko i wiesz, że za kilka godzin będziesz w innym kraju, w innym klimacie. Otoczony inną kulturą i ludźmi. Jest to mieszanka szczęścia i radości. Mam 10 dni na zwiedzenie Hiszpanii. Moim pierwszym punktem jest Barcelona. Tym razem wybrałem się w podróż z siostrą.

Dzień Pierwszy

Mimo, że trasa wyjazdu była zaplanowany od dawna, z braku czasu nie miałem kiedy poczytać o miejscach, które chcę zobaczyć. Chciałem nadrobić to podczas lotu, niestety przewodnik przez przypadek został w samochodzie :D. Niezbyt przygotowani wysiadamy w Barcelonie. Jak przygoda to przygoda :D. Na szczęście informacja turystyczna na lotnisku jest bardzo dobra. Dostaliśmy mapę centrum, metra i od razu kupiliśmy  3 dniowe Transport Pass. Nielimitowane przejazdy metrem i busami. Można na niej również jechać z i na lotnisko. Cena 20.50 euro. Barcelona od początku zaskoczyła mnie dobrą organizacją.

Po krótkich poszukiwaniach odnajdujemy Be Mar Hostel. Tu kolejne miłe zaskoczenie. Nie spodziewałem się zbyt dobrych warunków, a tu proszę: czysto, przestronnie, duża jadalnia, salon, spora ilość łazienek, komputery za darmo. Łóżko w pokoju 16 osobowym 9.90 euro/doba.

Na miejscu ogarniamy się, po czym wychodzimy na krótki spacer. Niedaleko hostelu znajduje się ulica  La Rambla. Docieramy nią do Placu Katalońskiego. Po kilku godzinnym spacerze w drodze powrotnej zahaczamy jeszcze o targowisko La Boqueira. Miejsce z masą warzyw, owoców, soków, mięs i ryby. Kolorowy zawrót głowy :). Spróbowaliśmy tam soków owocowych. Polecam połączenie kokosa z bananem – pyszny.

Wieczorem spotykamy się ze znajomą z naszej małej rodzinnej wioseczki, która od kilku tygodni jest tutaj na wymianie studenckiej. Czas upływa nam na rozmowie, jedzeniu Paelli i piciu wina. Paulina poleca nam również ciekawe miejsca.

Dzień Drugi

Najpierw udajemy się do Parku Guell – bajkowe miejsce :). Kataloński architekt Gaudi musiał mieć bardzo dużą wyobraźnie. Wejście 7 euro. Wokoło strefy dostępnej tylko z biletami teren jest ogólnodostępny i można swobodnie się poruszać. Pnąc się ścieżkami w górę docieramy do Krzyża Parku Guell – rozciąga się stąd ładna panorama na miasto.

Drugim punktem dnia jest Sagrada Familia. Nie weszliśmy do środka ( bilety były już wyprzedane, dlatego lepiej zarezerwować je kilka dni wcześniej online ). Mimo to fasada świątyni zrobiła na mnie wrażenie. Jest tu strasznie dużo turystów. Długa kolejka do wejścia i tłum wokoło niej.

Trzecim punktem jest Casa Batllo. Jest to kolejne dzieło Gaudiego, które zrobiło na mnie wrażenie. Fasada budynku ma falisty kształt i liczne kompozycje z kamienia i szkła. Wejście jest płatne, ze względu na ograniczone środki odpuściliśmy sobie zwiedzanie wnętrza.

Przemieszczając się między naszymi głównymi punktami przechodzimy obok niezliczonej liczby innych ciekawych miejsc. Tu jakaś fontanna, tam Grande Cat itp.

Całodniowe zwiedzanie kończymy na  Magicznych Fontannach. Wysiadamy na stacji Espanya. Nieopodal znajduje się Placa de les Arenes. Za 1 euro można wjechać windą na dach budynku skąd rozciąga się widok na Plac Espanya, Fira de Barcelona, Magiczne Fontanny  oraz Pałac Narodowy. Po dotarciu do fontann okazało się, że większa ich część jest w remoncie, przez co nie były włączone. Mimo wszystko nocny widok na miasto był przyjemny.

Dzień Trzeci

Ok 10 wychodzimy zwiedzać stadion Camp Nou . Docieramy tam metrem. Droga jest bardzo dobrze oznaczona i nawet bez mapy można tam trafić. Spora kolejka, ale wszystko sprawnie posuwa się do przodu. Cena biletu 23 euro. Zwiedzanie trwało ok 2 godzin. Muzeum jest ciekawe i myślę, że nie jeden fan Barcy znajdzie tu coś dla siebie. Mi osobiście najbardziej podobał się stadion i  stanowiska komentatorskie :). Bardzo dobry widok na murawę, wygodne krzesełka, do tego z głośników słychać nagrania rozemocjonowanych komentatorów :). Jest też Polski akcent.

Łuk Triumfalny to kolejne miejsce, w które jedziemy. Tutaj  kolejny polski akcent, może nie tak miły jak na stadionie. Są tu polscy skwaterzy. Panowie i Panie zarabiają na wino i chleb puszczając bańki mydlane :).

Po odpoczynku pod łukiem decydujemy się jechać na plażę. W drodze nie zwracałem zbyt wiele uwagi na otaczających mnie ludzi – bardziej interesowały mnie zwierzęta :). Moja siostra ma chyba bardziej wyostrzony wzrok,bo idąc w stronę plaży nagle zatrzymuje się i mówi „Widziałeś go?” Pytam „Kogo?” Nie dostałem odpowiedzi, już ruszyła w jego stronę. Początkowo nie wiedziałem o co jej chodzi. Okazało się, że zauważyła gwiazdę Disco Polo Radka Liszewskiego z zespołu Weekend. Ona tańczy dla mnie, zna chyba każdy. Najśmieszniejsze jest to, że w Polsce mieszkaliśmy dość blisko siebie. Nigdy go nie widziałem, ba nie byłem nawet na koncercie, choć znam kilka ich piosenek, a tu proszę spotkanie w Barcelonie :).

Rozbawieni całą sytuacją idziemy na plażę. Nie jest zbyt ciepło, wieje silny wiatr więc spacer skończył się dość szybko na soczystych burgerach i piwie w restauracji.

Wieczór spędzamy w hostelu odpoczywając i szykując się do jutrzejszego wyjazdu. Kolejnym punktem naszej wycieczki jest Grenada.

Po mieście cały czas poruszaliśmy się metrem. Wykorzystaliśmy w pełni nasze 3 dniowe bilety. Sieć połączeń jest duża i dobrze oznaczona. Łatwiej było mi się tam poruszać niż w Warszawie – niby tylko dwie linie, ale nie wiadomo o co chodzi :D.

 

SMACZNE-PODROZE-png

Dodaj komentarz