Dwie bryły i człowieczy kot w norze

Czyli Andaluzja w całej okazałości :).

 

Z dedykacją dla dziewczyn :).

Dawno nie poznałem tak pozytywnie zakręconych osób 🙂

Bryła Gerta – na emigracji w Hiszpanii od 12 lat. Na umowie o pracę ma tytuł manipulatorki :).

Bryła Marzena vel Maskota – na emigracji w Hiszpanii od 2006 z 3 letnią przerwą. Maskota zaś na umowie ma tytuł pionka :).

Człowieczy kot – kot Bryły Gerty o imieniu Misia.

Nora – mieszkanie dziewczyn, o przyzwoitym standardzie, ale bez zasięgu.

 

 

Dzień 1

 

Zwiedzanie rozpocząłem od Palos de la Frontera – bardzo bogata wieś z której Kolumb wypłynął odkrywać nowe lądy – przy okazji je grabiąc.

Ciekawostka z Wikipedii – powstała teoria, że Kolumb był Polakiem :D. Jak twierdzi jeden Pan miałby on być synem Władysława III Warneńczyka.

W miejscowości można zobaczyć Kościół San Jorge, La Fontanilla jest też kilka ładnych skwerków. Po krótkich oględzinach, za radą Brył ruszyłem pieszo do pobliskiej miejscowości La Rabida.

La Rabida

A tam okazało się, że jest co oglądać :):

  • Monumento a los Descubridores – pomnik wybudowany na uczczenie czterystolecia odkrycia Ameryki
  • Monasterio Santa Maria de la Rabida – znajduje się tam kaplica oraz ziemia przywieziona przez Krzysia z każdego nowego lądu.
  • Muelle de la Carabelas – repliki 3 statków: Santa Maria, La Ninia i La Pinta, które pod dowództwem Kolumba dopłynęły do Ameryki. Repliki są wykonane w skali 1 do 1 i również pokonały to samą drogę co oryginalne statki.
  • Monumento Plus Ultra – pomnik upamiętniający pierwszy lot hydroplanem z Hiszpanii do Ameryki. Dokonano tego samolotem Plus Ultra w 1926 roku.
  • Parque Botanico Celestino Mutis – ogród botaniczny

Najbardziej podobały mi się statki – i Ty możesz poczuć się jak prawdziwy marynarz :), bez żartów bardzo fajne miejsce.

Są to ciekawe miejsca i warto poświęcić dzień, aby je zobaczyć. Szkoda tylko, że w ogrodzie botanicznym ( wstęp bezpłatny ) nie było już kwiatów.

Zrobiłem kilka kilometrów, ale psychicznie czułem się wyśmienicie :). Poranek był chłodny, na niebie nie było ani jednej chmury, a w południe słońce przyjemnie grzało moje wymarznięte kości.

 

El Rocio

Bynajmniej nie był to koniec atrakcji na ten dzień. Po powrocie do mieszkania Maskota zabrała mnie do El Rocio – coś na wzór naszej Częstochowy, tyle że z opowieści Bryły Marzeny, to co dzieje się po celebracji rożnych świąt, mało ma wspólnego ze świętością i czystością – ostre balety.

Ołtarz w kościele jest konkretnie ozłocony i robi wrażenie. Nieopodal jest kaplica w której zapala się świecę w czyjejś intencji. Choć moja wiara jest bardzo wątła i ja zapaliłem dwie.

 

Z placu przed kościołem można oglądać mokradła Parku Donana. Akurat były tam dzikie konie. Park znany jest jako siedlisko licznych gatunków ptaków. Słaby ze mnie ornitolog i ptaszki mnie nie pociągają :).

W drodze powrotnej zajechaliśmy jeszcze do Matalascanas na plażę. Trafiliśmy na piękny zachód słońca, który sprawił, że czułem się jeszcze lepiej :).

W mieszkaniu czekał na nas obiad – Gerta spisała się na medal. Przygotowała nam Hiszpańskie dania:

  • Puchero – wywar z solonych, suszonych kości, gotowanych razem z kawałkami mięsa np. wieprzowina, drób – kto co lubi. Do tego warzywa jak na rosół. Marzena nazywa tą zupę „brudny rosół” 🙂 – faktycznie trochę go przypomina, choć w smaku jest bardziej kwaśny.
  • Croquietas del Puchero – małe krokiety przygotowane z posiekanego mięsa i warzyw wykorzystanych w zupie Puchero. Dodaje się do niego, mleko, trochę zupy Puchero, podsmażoną cebulę i bułkę. Z masy formuje się małe kulki, obtacza w jajku, bułce tartej i smaży. Bardzo dobre – z Gertą zjedliśmy wszystkie nie zostawiając nic Maskocie – do tej pory jeszcze nam wypomina :D.

 

Dzienne wydatki:

  • 2 € 6 pocztówek
  • 0.45 € mała woda
  • 3.50 € Moneastrio de la Santa Maria La Rabida
  • 3.60 € Muelle de la Carabelas
  • 1 € świece w La Rocie
  • 7.50 € 2 breloczki

Dzień 2

 

Autobusem ruszyłem zwiedzać Huelwe ( czytaj Welbe – początkowo miałem problemy z nie wymawianiem H, Hszpańskie nazwy dalej sprawiają mi trudność ).

Trochę się rozczarowałem miastem. Myślałem, że będzie tam równie ciekawie jak w La Rabida. Było kilka fajnych miejsc, takich jak :

  • Mercado de Abastos – targ, musiałem robić zdjęcia z ukrycia, sprzedawcy nie specjalnie chcieli być fotografowani
  • Plaza de Toros de La Merced – arena byków
  • Catedral de la Merced – kościół
  • Muelle de Rio Tinto – molo jest ciekawym miejscem nadającym się idealnie na odpoczynek.

Poza tym miasto nie robi szału. Pochodziłem jeszcze uliczkami, niestety nie znalazłem tam nic więcej, co by mnie zainteresowało – szkoda.

Wieczorem pojechaliśmy do miejscowości Moguer na obiad. Wszystko było pyszne :).

  • Langostno Al – krewetki w whisky
  • Carrilleras – duszone policzki wieprzowe, rozpływające się w ustach
  • Adobo – smażona ryba Cazon, wcześniej moczona jest w occie winnym
  • Choco Frito – smażona mątwa

 

Dzienne wydatki:

  • 1.65 € bilet autobusowy Palos de la Frontera – Huelva
  • 0.85 € banan i ciastko
  • 5 € magnesy x 2
  • 2.4 € Tinto
  • 1.65 € bilet Huelva – Palos de la Frontera
  • 4.17 € karkówka
  • 1.29 € Cruzcampo – piwo produkowane w Sewilli
  • 1.74 € woda x 6
  • 0.03 € Bolsa – reklamówka
  • 1.69 € ser Semicurado
  • 0.35 € bułka biała
  • 0.35 € bułka gracham
  • 7.5 € znaczki 6 sztuk
  • 1 € Barrili piwo
  • 3 € Coca Cola x 2
  • 3.5 € Langostno Al – krewetki
  • 7 € Carrilleras – policzki wieprzowe
  • 5.5 € Adobo – ryba Cazone
  • 6.5 € Choco Frito – mątwa

Smaczne Podróże, blog turystyczny, podróże po Polsce i świecie. Nauka latania na paralotni, spływ Czarną Hańczą, Żak Express, Suwalszczyzna

 

 

 

 

 

 

 

    1. Kurde, nie wiem czy mogę go udostępnić. Zapytam dziewczyn, czy się na to zgodzą. Dobrze byłoby, gdybyś napisała w prywatnej wiadomości o co chodzi :).

Dodaj komentarz