Istambuł w jeden dzień

Istambuł

Istambuł leżał na drodze mojej podróży do Kirgistanu. Korzystając z okazji wraz ze znajomym postanawiamy wykorzystać kilka godzin czekania na zwiedzanie. Hostel i wizę turystyczną załatwiamy dużo wcześniej online. Można ją także kupić na lotnisku, w obu przypadkach jest to tylko formalność, która kosztuje $20.

Lądujemy o 2 w nocy.  Tanie środki transportu tj. metro i autobusy nie kursują, więc wcześniej zamówiliśmy transfer z hostelu. Przejazd $25 – drogo, ale mamy do wyboru to albo taxi. Hostel Mavi Guesthouse dupy nie urywa, ale jest to najtańsza opcja. Na kilka godzin snu w zupełności wystarczy, do tego śniadanie wliczone w cenę.

Atrakcje w Istambule

Znajdujemy się po europejskiej stronie  miasta, niedaleko Topkapi Palac. Kierujemy się tam zaraz po śniadaniu. Mamy mało czasu i ograniczony budżet dlatego rezygnujemy ze zwiedzania wnętrza. Krótki spacer po placu, po czym idziemy do miejsca, które  koniecznie chciałem zobaczyć, czyli do Hagia Sophia. Bilet wstępu 40 lir. Piotrek  ( znajomy ) nie ma dwóch palców u ręki. Pani z kasy widząc to stwierdziła, że jest inwalidą i należy mu się bezpłatny wstęp, przy czym ja stałem się jego opiekunem – oboje weszliśmy za darmo. Sytuacja pozytywnie nastawiła nas na resztę dnia :).

Hagia Sofia jest miejscem gdzie ścierają się dwie religie: Chrześcijaństwo ( były kościół ) i Islam ( obecnie meczet ). Była odbudowywana i przebudowywana po zniszczeniach dokonanych przez trzęsienia ziemi. Podczas naszej wizyty również trwał remont. Część nawy głównej była przysłonięta rusztowaniem, mimo to nie straciła ona swoich walorów i zrobiła na mnie duże wrażenie. Sporo turystów ( także z Polski ), ale obiekt jest przestronny, przez co nie czuło się tłoku.

W dobrych nastrojach ruszamy na Sultanahmed Park i po porcji kasztanów kierujemy swoje kroki do Blue Mosque. Wejście jest bezpłatne, jedyny wymóg to zdjęcie butów, do tego kobiety muszą nałożyć chustę na głowę ( można ją wziąć z budki przed wejściem ). Budowla tak jak Hagia Sofia robi wrażenie. Słaby ze mnie znawca architektury i sztuki, mimo to myślę, że jest to kawał dobrej roboty :). Z przyjemnością spędziłem tam czas i podziwiałem zdobienia.

Must see

Naszym kolejnym ‚ must see’ jest Grand Bazar. Po dotarciu na miejsce okazało się, że w niedziele jest on zamknięty. Szybka korekta marszruty i już jesteśmy pod Suleymaniye Mosque. Podobnie jak Blue Mosque jest on dostępny dla turystów na tych samych zasadach. Zwiedzamy go podczas modlitwy prowadzonej przez Imama. Nie podejmujemy prób jej zrozumienia – słabo u nas z arabskim :). Siadamy na dywanie, wpatrujemy się w modlących i odpoczywamy.

Ktoś zainteresowany tą religią może porozmawiać o niej z dziewczynami  (powiedzmy, że z informacji), które chętnie udzielają odpowiedzi na zadane pytania.

Nasze tępo zwiedzania nie jest szybkie, ale przez to, że Grand Bazar był zamknięty mamy jeszcze sporo czasu. Decydujemy się na Spice Bazar. Tuż nieopodal Suleymaniye Mosque. Aby tam się dostać przechodzimy przez biedną dzielnice – wątpię żeby zapuszczało się tam dużo turystów. Zniszczone i opuszczone budynki, wysypisko śmieci, kury, kozy i ludzie handlujący wszystkim i niczym na prowizorycznych straganach, tuż obok pięknego i wyłuskanego centrum.

Część osób nie zwracała na nas uwagi, albo przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Niestety można było też wyczuć nieprzychylne spojrzenia mieszkających tam ludzi. Moim zdaniem był to prawdziwy Istambul. Jedzenie tanie i smaczne. Kebab 2 liry ( w centrum 6/10 ), coś na wzór naszej fasolowej 2 liry, chleb i ostre zielone papryczki w lokalu w którym jedliśmy były za darmo – oczywiście po wcześniejszym zamówieniu jakiegoś dania.

Zaraz po jedzeniu lekko spięci kierujemy się w stronę cieśniny Bosfor. Rozluźniam się dopiero po dotarciu na Spice Bazar. Jest to kolorowe miejsce – tak jak większość orientalnych targowisk. Duży asortyment prosto z Chin, jest też trochę rękodzieła, no i oczywiście sporo przypraw :).

Smakołyki

Piotrek namawia mnie na kupno pistacji. Są one wszędzie łatwo dostępne więc decyduje się na coś innego. Moją uwagę przykuły orzeszki. Wyglądały na słodkie, zmylił mnie kolor różowy. W rzeczywistości okazały się strasznie słone. Po zjedzeniu kilku z nich, musiałem wypić małą butelkę wody. Nie byłem w stanie dokończyć kupionej porcji – Piotrkowi też nie przypadły do gustu :D. Szkoda wyrzucać, w końcu to jedzenie, więc zabrałem je z sobą w dalszą podróż :).

Był to ostatni punkt podczas naszego krótkiego pobytu. Głównymi drogami wracamy do hostelu odebrać bagaże. Metrem dostajemy się na lotnisko. Każdy z nas musi mieć dwa żetony na przejazd. Kupuje się je w automatach, koszt 4 liry/sztuka. Są też karty miejskie, ale nie było czasu i sensu na ogarnianie ich. Czas dojazdu ze Starego Miasta na lotnisko Ataturk ok 40 min.

Istambuł jest bardzo ciekawym miastem, z masą zabytków i smacznymi kasztanami :). Jednak da się wyczuć nieprzychylność ludzi względem turystów, ale może po prostu bywam w złych miejscach :). Ceny również nie należą do najniższych. Mimo wszystko warto się tam wybrać, żeby spróbować pysznych różowych orzechów :).

 

SMACZNE-PODROZE-png

 

 

Odpowiedź do “Istambuł w jeden dzień”

Dodaj komentarz