Zielonym kajakiem, czerwonym szlakiem.

 

Suwalszczyzna

Co roku z utęsknieniem wracam w rodzinne strony i jak zawsze mam kilka podstawowych punktów: spotkanie z rodziną, znajomymi i spływ rzeką :). Żeby nie przynudzać skupie się na ostatniej kwestii.

Czarna Hańcza to największa rzeka na Suwalszczyźnie. Spływ przeważnie zaczynałem w Starym Folwarku. Ostatnio jednak omijam jezioro Wigry i startuje w miejscowości Burdeniszki. Właśnie tam znajduje się baza firmy Strumyk. Tylko w niej miałem przyjemność wynajmować kajak i jako zadowolony klient zawsze tam wracam. Cena 25zł/doba + odbiór po zakończeniu spływu 1.2-1.5zł/km. Im większa grupa tym koszt powrotu na osobę jest mniejszy. W okolicy działa cała masa przedsiębiorstw zajmujących się organizacją tego typu imprez – wystarczy wygooglować.

Dzień Pierwszy

Przed południem wraz z kolegą docieramy do Burdeniszek.  Jest słonecznie więc czapka na głowie, krem z filtrem na skórę, wiosło w dłoń i ruszamy :). Rzeka jest spokojna, ale miejscami trzeba uważać na zatopione pnie drzew lub konary rosnące nisko nad wodą. Próbując je ominąć nie radze przechylać się na boki. Kilkukrotnie byłem świadkiem wywrotek. Osoby, które chciały to zrobić przechyliły się zbyt mocno. Nieplanowana kąpiel w ubraniu nie jest zbyt przyjemna – szczególnie z samego rana.

Płyniemy spokojnym tempem, kilkukrotnie robimy przerwy na jedzenie i odpoczynek. Przed 19 docieramy na pole namiotowe Frącki. Jest to jeden z większych ośrodków na trasie. Koszt noclegu w namiocie 10zł za osobę. Znajduje się tam bar, domki letniskowe, pole namiotowe, prysznice. Miejsce jest spore, a co za tym idzie zatrzymuje się tu dużo ludzi. W tym roku z ciekawości postanowiłem tam spać, więcej tego nie zrobię. Nie chodzi o niski standard ( na całej trasie nie ma luksusów ), po prostu jest tam za głośno. Wzdłuż rzeki baza pól namiotowych jest bardzo duża i każdy znajdzie coś dla siebie, od zacisznego miejsca z dala od ludzi i cywilizacji, po pola z wszystkimi udogodnieniami cywilizacyjnymi i dużą ilością turystów.

Przez napięty grafik urlopowy  kolega mógł wybrać się ze mną tylko na jeden dzień. Po rozstawieniu namiotu kładę się spać, a znajomy wraca do domu.

Dzień Drugi

8 rano po śniadaniu pakuję  się i ruszam. Jest słonecznie, ale nie ma jeszcze upału. Przyjemnie płynie się w cieniu drzew 🙂 do tego szum wody i ptaków śpiew 🙂 – cisza tylko od czasu do czasu zakłócana ludzkim głosem. Wiadomo są też minusy: gzy, kajak mimo poduszki i karimaty powoli zaczyna pić w plecy, robią się odciski na rękach. Z kajakowaniem jest tak jak ze wszystkim, trzeba spróbować, żeby przekonać się czy ci to odpowiada. Polubisz to, albo znienawidzisz. W moim przypadku jest to miłość -przynajmniej przez pierwsze dwa dni :D.

Po przepłynięciu urokliwych zakątków w Dworczysku dopływam do Rygola gdzie rzeka łączy się z Kanałem Augustowskim. Mamy do wyboru dwie drogi, jedna prowadzi do granicy z Białorusią i dalej do Niemna, druga do Augustowa. Zostaję na Polskiej stronie i przepływam przez dwie śluzy: Sosnówek i Mikaszówka. Zatrzymuję się na polanie w lesie oddalone od cywilizacji. Rozbite są już tam 4 namioty. Rodziny z Krakowa, Gdańska, Niemiec i para z Sokółki.

Zanim rozpaliliśmy ognisko, Pan z Krakowa zaczął mówić o religii – pomyślałem oho będzie ciekawie :). Należał do Gedeonitów – organizacji chrześcijańskiej, zakorzenionej w teologii protestanckiej. Zaczął się monolog. Na szczęście Pan nie był nachalny. Wysłuchałem go, podarował mi Nowy Testament ( gedeonitkę ) i podał swojego bloga mojahistoria.org.pl . Bloga nie czytałem, otrzymanego Nowego Testamentu też nie, ale do domu wróciłem odmieniony, bogatszy o nowe doświadczenia i spokojniejszy.

Wspólnymi siłami przygotowujemy drewno na ognisko. Blask ognia i alkohol rozwiązuje wszystkim języki. Wieczór upływa na rozmowie. Jestem zmęczony całodniowym wiosłowaniem i mimo miłego towarzystwa kładę się spać.

O drugiej w nocy budzą mnie pioruny. Pierwszy raz w życiu bałem się burzy. Bliskość jeziora potęgowała odgłos grzmotów, do tego silny wiatr targał wysokimi sosnami, pod którymi wszyscy mieliśmy namioty. Na szczęście skończyło się na strachu. Po godzinie pomimo nasilającej się wichury udaje mi się zasnąć.

Dzień trzeci

Rano wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nie ma żadnych strat, połamanych drzew, wszystko jest na swoim miejscu – jedynie ludzie trochę niewyspani :).

Jeszcze lekko śpiący, żegnam się z poznanymi wczoraj osobami i ruszam dalej. Niebo jest zaciągnięte chmurami, ale nie pada. Po godzinie zaczyna robić się nieciekawie, słychać grzmoty, wzmaga się wiatr, zaczyna kropić deszcz. W tym momencie przepływanie przez środek jeziora to nie najlepszy pomysł, przybijam do brzegu. Na szczęście burza przechodzi bokiem i po 30 minutach mogę znowu ruszać. W miejscowościach: Perkuć, Paniewo, Gorczyca, znajdują się kolejne śluzy, które trzeba pokonać – przepływając przez nie, bądź przenosząc kajak lądem ( nie polecam drugiej opcji, nie jest lekko 🙂 ).

Śluzowanie to ciekawe doświadczenie. Jeśli jesteś sam, to możesz mieć małe trudności. Pracownicy operujący nie chcą fatygować się dla jednej osoby – muszą machać korbą i przepychać masywne drzwi. Zawsze zadawali pytanie czy płynie ktoś za mną i zawsze odpowiadałem, że jeszcze wszyscy śpią i nikogo nie widziałem. Wtedy pojawiał się niemiły grymas na ich twarzy. Kilkukrotnie długo czekałem, a nuż może ktoś jeszcze przypłynie.

Po minięciu śluzy Gorczyca rozpoczyna się niezbyt ciekawy odcinek Kanału Augustowskiego – prosty i dość nudny. Nie ma na czym zawiesić oka, tylko niekończący się pas wody obrośnięty niezbyt ciekawymi krzakami. Śluza Swoboda jest ostatnią na mojej trasie. Wpływam na jezioro Studzieniczne. Osoby wierzące czy też ciekawe  mogą zahaczyć tu o Sanktuarium Matki Bożej Studzieniczańskiej. Spokojne miejsce licznie odwiedzane przez katolików.

Dopływam do Śluzy Przewięź. Z pomocą Pana odpoczywającego na brzegu wyciągam kajak. Po telefonie do firmy Strumyk i krótkiej drzemce na karimacie zostaje obudzony przez kierowcę. Po godzinie jestem już w rodzinnym domu.

I tak dobiegła końca moja kolejna przygoda z rzeką.

 

SMACZNE-PODROZE-png

 

Dodaj komentarz