8 marca, późnym wieczorem, nadszedł moment, na który czekałem od dawna. Biały Miś znów ruszał w drogę. Bez fajerwerków, bez wielkich zapowiedzi – za to z ekscytacją, która zawsze pojawia się tuż przed startem nowej podróży.
Pierwszy etap był krótki: lot Birmingham – Dublin. Na tyle krótki, że nawet nie zdążyłem zamknąć oczu, a już lądowaliśmy w Irlandii. Ledwie chwila w powietrzu, a zmiana kraju, klimatu i rytmu dnia – klasyczny początek przygody.
Nowe wyzwanie – przewodnik ma 9 lat
Zwiedzanie Dublina rozpocząłem w nietypowy sposób – z dziewięcioletnim przewodnikiem. Starsza córka moich przyjaciół przejęła inicjatywę i bez wahania poprowadziła mnie przez fragment centrum miasta, a następnie oznajmiła, że idziemy do zoo.
Nie było dyskusji. Trzeba przyznać, że podporządkowanie się dziewięciolatce nie jest łatwe, ale skoro to ona była przewodnikiem, musiałem zaakceptować zasady gry. Dodatkowo jasno zaznaczyła, że nie wyraża zgody na publikację swojego wizerunku w filmie – pełen profesjonalizm.
Dublin Zoo – zielone serce miasta
Phoenix Park skrywa jedno z najstarszych ogrodów zoologicznych w Europie. Dublin Zoo działa nieprzerwanie od 1831 roku i zajmuje około 28 hektarów. Położone praktycznie w centrum miasta, a jednocześnie zanurzone w zieleni, sprawia wrażenie miejsca odciętego od miejskiego zgiełku.
Zoo jest otwarte 363 dni w roku, a aktualne godziny zwiedzania najlepiej sprawdzić bezpośrednio na oficjalnej stronie. My spędziliśmy tam prawie 5 godzin, a przy dobrej pogodzie bez problemu można zaplanować cały dzień.
Tego dnia było chłodno, więc nie wszystkie zwierzęta pojawiły się na wybiegach. Mimo to atrakcji nie brakowało.
Zwierzęta, które zrobiły największe wrażenie:
- słonie azjatyckie – monumentalne, spokojne, hipnotyzujące,
- foki – zdecydowani ulubieńcy młodszej części ekipy,
- goryle i inne naczelne – bardzo aktywne i ciekawskie,
- lwy – nawet leniwe robią ogromne wrażenie,
- żyrafy – idealnie widoczne z punktów widokowych.
Nie udało nam się zobaczyć czerwonej pandy, ale to tylko dobry powód, żeby kiedyś tu wrócić. Trudno jednoznacznie stwierdzić, kto bawił się lepiej – ja czy moja przewodniczka.
Ceny biletów (orientacyjne):
- dorośli – €18
- dzieci – €13,50
- dzieci do 3 lat – wstęp darmowy
- seniorzy – €14
Dobra kaszanka nie jest zła
Wieczorem, przy rozmowach ze znajomymi, temat naturalnie zszedł na podróże i bloga. Blogów podróżniczych są setki, jeśli nie tysiące, więc padło klasyczne pytanie: jak się wyróżnić?
Padły dwie propozycje, które szczególnie zapadły mi w pamięć – i solidnie mnie rozbawiły:
- Gotowanie kaszanki w różnych miejscach świata – bo podróże powinny być smaczne.
- Robienie dwóch fiflaków w każdym odwiedzonym miejscu – wyzwanie ekstremalne, zwłaszcza że trudno mi zrobić nawet jednego fife’a.
Śmiech śmiechem, ale kto wie… może kiedyś jedna z tych idei doczeka się realizacji. W podróżach najciekawsze rzeczy często rodzą się z żartu.
Zobacz również:
- Grobla Olbrzyma i legenda Finna McCool, czyli atrakcje w Irlandii Północnej
- Zwiedzanie Fabryki Guinnessa i ciekawostki o piwie Guinness
- Podróż na Filipiny – atrakcje
- Kirgistan jezioro Kol Ukok


Dziękuję za ciekawą podróż po Dublinie, z uwzględnieniem ZOO 🙂
Nie ma za co :).
Pingback: Podsumowanie roku 2018 • Smaczne Podróże - Smak Życia
Chyba to ciekawe doświadczenie gdy przewodniczka taka młoda i pewna siebie?
Bardzo ciekawe i fajne :).
Pingback: Zwiedzanie Fabryki Guinnessa i ciekawostki o piwie Guinness - Smaczne Podróże
Pingback: Grobla Olbrzyma i legenda Finna McCool, czyli atrakcje w Irlandii Północnej - Smaczne Podróże