Nepal tysiąca zapachów część 4 Pokhara

Русский

Pokhara

Taksówka ze stacji autobusowej do Lake Side – 300 rupii ( cena standardowa dla turystów ). Trafiam do Hotelu Sakura ( 700 rupii za pokój jednoosobowy ). Standard jest średni, ale mają ciepłą wodę  i prąd ( wieczorem tak jak wszędzie są ograniczenia w dostawach energii elektrycznej).
Dzielnica turystyczna leży przy samym jeziorze Fewa. Woda  nie zachęciła mnie do kąpieli. Mimo to fajnie odpocząć nad jego brzegiem i wypić piwo oglądając zachód słońca.

Podczas spaceru natrafiam na agencję turystyczną Adrenaline Rush Nepal. Wykupuje 2 dniowy spływ kajakowy – 120 dolarów. W cenę wliczony jest przewóz w obie strony, ubezpieczenie, jedzenie i nocleg.

Dzień Pierwszy

Rano zostawiam bagaż w hotelu i udaję się pod biuro agencji, skąd mam być odebrany. Poznaję tam  Anglika Sama. Po krótkiej konwersacji okazuje się, że będę uczył się z nim pływać po górskich rzekach. Zostajemy przewiezieni taksówką na stację. Organizator wsadza nas do autobusu i sami jedziemy 3 godziny w kierunku Katmandu do obozu treningowego. Kierowca dokładnie wie gdzie ma nas wysadzić, także jest czas na drzemkę. Na przystanku odbiera nas instruktor. Od razu dostajemy kajaki, przebieramy się i znosimy sprzęt nad brzeg rzeki ( każdy niesie swój kajak ). Na początek uczymy się włączania w silny nurt rzeki. Po kilku godzinach przerwa na lunch,a potem powrót do nauki. Tego dnia przepłynęliśmy przez kilka rapid – zaliczyłem jedną wywrotkę. Mimo to jestem zadowolony – w końcu świeci słońce :). Zakończenie dnia to smaczna kolacja i wieczór spędzony na rozmowach z innymi turystami, którzy nocują w bazie, tyle że po raftingu. Po dość intensywnym dniu nocleg w gliniankach na bambusowych łóżkach to czysta przyjemność.

Dzień Drugi

W raz z Samem i dwójką instruktorów ruszamy samochodem w górę rzeki. Pogoda nas nie rozpieszcza -nieustannie pada deszcz. Na brzegu rzeki nauka Escimo Roll. Instruktor każe się odprężyć i uspokoić. Ciężko to zrobić,  kiedy głowa jest pod wodą, a ty nie możesz wrócić do pionu. W trakcie nauki łamię wiosło o dno rzeki. Myślałem, że ktoś dowiezie nam nowe, ale nie działa to w ten sposób. Po prostu dostałem nowe od instruktora, który wiosłował moim połamanym – wyższy poziom wtajemniczenia :).

Po ok 1.5 godzinnej nauce i lekkiej rozgrzewce ruszamy w dół rzeki. Pierwszy rapid i Sam ląduję w wodzie – jak dobrze, że to nie ja. Kolejny rapid, Sam znowu zalicza wywrotkę. Niestety dystans między nami jest zbyt mały, jego kajak niesiony falami wpływa pod mój i ja również płynę głową do dołu. Prąd jest zbyt silny i trzeba się ewakuować. Moja Mamba odpłynęła na dobry kilometr, nim została złapana i doholowana do brzegu. Musiałem pokonać całą drogę będąc w lekkim szoku, na bosaka po mokrych, ostrych i śliskich skałach z wiosłem w ręku ( w czasie drogi prawie i te połamałem ). Po 20 min docieram na miejsce. Wylewam wodę z kajaka i płyniemy dalej.

Trzymam większy dystans od pozostałych. Ostatni rapid przed lunchem i znowu jestem w wodzie. Tym razem szybko łapię Mambę i sam holuję ją do brzegu, nie mam ochoty na kolejny spacer po skałach. Miałem sandały, ale na moje szczęście zostały w kajaku przez co łatwiej było mi płynąć, do tego nie porwał ich prąd, tak jak butów Sama.

Lunch

Dopływamy do obozu na lunch. Dowiaduję się, że jeśli chcę wrócić dzisiaj do Pokhary to muszę zakończyć spływ i zaraz po jedzeniu złapać autobus. Czułem się źle, ominął mnie kolejne dwie godziny na rzece. Jednocześnie poczułem ulgę – będę mógł przebrać się w suche ubrania i ogrzać. Pianka i sucha kurtka na nie wiele się zdały. Po całym dniu w zimnej wodzie, nieustannie padającym deszczu, połamanym wiośle i kilku wywrotkach, odechciewa się wszystkiego – morale spadają. W Polsce sporo pływałem, ale nie można tego porównać do Nepalskich rzek. Wiedziałem, że będzie ciężko, ale że nie aż tak. Rzeka szybko sprowadziła mnie do pionu i pokazała kto tu rządzi. Mimo wszystko polecam :).

Adrenaline Rush Nepal ma swoje biura w Kathmandu i Pokharze. Ich baza leży na trasie między tymi miastami. Jeśli macie w planach spływ lub rafting i odwiedzenie powyższych miast najlepiej zaplanować „spotkanie z rzeką” po trasie do nich. Nie tracimy wtedy czasu w autobusie. Plus dojazd i powrót z bazy jest wliczony w cenę spływu, także zawsze coś się zaoszczędzi. Za małą opłatą możesz zostać na dodatkową noc i z rana ruszyć dalej.

Droga do Pokhary mija dość szybko. Znowu nocuję w Sakura Hotel. O 12 następnego dnia mam wykupiony lot paralotnią (130 dolarów/godzina + zdjęcia).

Dzień Trzeci

Planowany odbiór z hotelu o 11, w  realu 12. Zostaje przewieziony do siedziby agencji paralotniarskiej Sky Bird. Tam wraz z  grupą turystów czekamy na powrót pilotów, którzy nie dotarli jeszcze z poprzedniego lotu. Po ich przybyciu, wszyscy razem ruszamy busem do punktu startowego. Odcinek drogi jest zamknięty i trzeba iść przez pewien czas pieszo. Krótki odpoczynek na szczycie, międzyczasie młodzi nepalscy pomocnicy rozkładają skrzydła paralotni.

Piloci wybierają pasażerów. Lecę z Pashą – Rosjaninem. Idę na pierwszy ogień. Zapięcie w uprząż. Rozkaz BIEGNIJ! Szybki start i wznosimy się już ponad ziemią. Strach, kurczowo trzymam się uprzęży. Pasha zachęca do rozluźnienia (ciężko jest to zrobić) . Zagaduje mnie, z czasem rozmowa zaczyna toczyć się swobodniej. Wznosimy się na  2100m. W chmurach robi się chłodno lecz po chwili z nich  wylatujemy. Ogrzewa nas słońce, wyłaniają się piękne widoki i ptaki. Przelatujemy nad jeziorem Fewa w kierunku WPP ( World Peace Pagoda ). Podążamy za sokołami, które wskazują pilotom kominy powietrzne. Pod koniec godzinnego lotu rozluźniam się, ręce nie trzymają się już tak kurczowo uprzęży, cieszę się widokami i słońcem. Jeszcze małe akrobacje i lądujemy. Jak się okazało jesteśmy na ziemi ostatni z całej grupy – NICE pierwsi w powietrzu, ostatni na ziemi.

Godziny czekania zostały wynagrodzone idealnymi warunkami. W bazie odbiór płyty ze zdjęciami i powrót do hotelu. Sam lot zajmuje tylko godzinę ale trzeba przeznaczyć na to cały dzień (opóźnienia, dojazd, lot, odbiór zdjęć i powrót do hotelu).

 

SMACZNE-PODROZE-png

Dodaj komentarz