Kirgistan, a gdzie to jest?

Kirgistan, a gdzie to jest?

Podróż do Kirgistanu. Relacja z podróży – fragmenty

Kirgistan, a gdzie to jest i po co tam jedziesz? Skąd w ogóle pomysł, na wyjazd do tego kraju? Często słyszałem takie i inne pytania od bliższych i dalszych znajomych. Pomysł podsunęły mi dwie dziewczyny poznane na jednym z portali podróżniczych, które wybierały się właśnie do tego kraju. Po obejrzeniu sporej ilości zdjęć, zdecydowałem się do nich dołączyć. Na fotografiach wyglądało to pięknie i zarazem naturalnie. W ten oto sposób była nas już trójka. Pocztą pantoflową o naszym wyjeździe dowiedział się
znajomy moich znajomych i przyłączyły się do naszej grupy jako czwarty.

W drodze do Kanionu Konorchok

Po kilku godzinach jazdy kierowca wysadził nas w Krasnym Moście – po środku niczego. Kilku mężczyzn sprzedawało jakąś zieleninę. Jeden z Panów podszedł do nas i zagaił rozmowę. Wypytał, skąd jesteśmy,
na jak długo przyjechaliśmy, czy podoba nam się Kirgistan itp. Odpowiedzieliśmy na tyle, na ile umieliśmy. Nasz rosyjski pozostawiał bardzo wiele do życzenia. Tylko ja uczyłem się tego języka przez kilka lat i nie ukrywając, nie przykładałem się do tego. Znajomość cyrylicy jednak pozostała i wielokrotnie przydała się nam w podróży. Gdybym wiedział, że będę podróżował i języki przydadzą mi się w życiu codziennym, pewnie inaczej podchodziłbym do nauki języków obcych w szkole. Teraz w rozmowach z obcokrajowcami trzeba sporo się nagimnastykować i od tego gadania często bolą ręce.

W drodze do Kanionu Konorchok

Po dotarciu do doliny zatrzymaliśmy się w Yak Turs Pension, było to coś w rodzaju schroniska. Na parterze jadalnia z kominkiem, na górze kilka pokoi. Obiekt oferował również saunę i gorące źródła. Wypytaliśmy o warunki panujące nad jeziorem. Wiadomości nie były dobre. Z relacji innych osób, dalej zalegał tam śnieg. Ponoć dzień przed nami dwójka Francuzów nie dała rady tam dotrzeć. Nie miałem parcia na dostanie się nad jezioro. Dla mnie najbardziej istotną sprawą były gorące źródła. Właściciel wytłumaczył nam, gdzie możemy je znaleźć. Wspólnie z Czechami poszliśmy sprawdzić, jak wyglądają tamtejsze spa.

Był to małe, betonowe zbiorniki, położone wzdłuż rzeki ok. kilometr spacerem od ośrodka. Pierwsze baseny były małe, płytkie i w kształcie serca, ze sporą ilością kijanek. Chciało mi się śmiać. Nie takiego widoku się spodziewałem. Kolejne baseny nie były lepsze niezbyt duże i płytkie. Ostatnie źródło nazwane przez właściciela ”Grota” okazało się jednak spore i zadaszone.

Niestety nie było tam wody. Dno betonowego basenu porastały glony, a do tego zamieszkiwała tam sporych rozmiarów żaba. To nie mogło się tak skończyć. Nie dość, że nie mogliśmy dotrzeć nad jezioro, to w dodatku nie mogliśmy skorzystać z dobrodziejstw ciepłych, naturalnych źródeł.

Po bliższych oględzinach okazało się, że woda cały czas napływa do zbiornika, ale uchodzi przez niezatkany odpływ. Szorowanie butem usuwało glony, więc postanowiliśmy pozbyć się ich używając miotły zrobionej z gałęzi choinki. Z pomocą reklamówki, którą ktoś miał w plecaku, nabraliśmy wody z rzeki i wypłukaliśmy dno zbiornika. Wszystko przyniosło pożądany efekt. Zatkaliśmy odpływ ową jednorazówką i przycisnęliśmy kamieniem. Pozostało nam czekanie, do momentu napełnienia zbiornika.

Jazda konna w górach Kirgistanu

O 8.15 wyruszyliśmy z Piotrkiem dwoma wierzchowcami nad jezioro Kol Ukok. Konie były lepiej ułożone niż te, na których jeździliśmy w Jeti Ogush. Słuchały nas. Droga stopniowo zamieniła się w wąską ścieżkę. W pewnym momencie koniowi Piotrka osunęło się kopyto, przez co Piotrek wpadł w kolczaste krzaki. Lekko się przestraszyliśmy.

Po tym incydencie postanowiliśmy przeprowadzić wierzchowce przez najwęższy odcinek ścieżki. Po pokonaniu kolejnych metrów dróżka zrobiła się bardzo wąska i nawet prowadzenie wierzchowców nie było już bezpieczne. Nie chcąc ryzykować swojego zdrowia, ani koni, zdecydowaliśmy się na przywiązanie ich do kamieni. Ostatni odcinek szlaku do jeziora, pokonaliśmy pieszo.

Po 20 minutach marszu dotarliśmy do naszego celu. Jezioro było częściowo wyschnięte. Poziom wody w zbiorniku był tak niski, że wyłoniło się jego dno, przedzielające je na dwie części. Mogliśmy bez zamoczenia butów przejść z jednej strony na drugą. Spora część powierzchni jeziora była jeszcze skuta lodem. Położenie jeziora robiło niesamowite wrażenie. Surowy klimat górskich skał. W oddali ośnieżone szczyty gór odbijające się w częściowo odmarzniętej tafli wody. Wokoło przemykające stado koni oraz pies, który pojawił się znikąd. Ciszę zakłócały tylko nawołujące świstaki. Czysta przyjemność obcowania z naturą. Dla takich momentów warto podróżować.

Nepal tysiąca zapachów – moja pierwsza samodzielna podroż

Nasze podróże

Festiwal podróżniczy nad Wigrami

Tags
Leave Comment
  1. 5 Comments

    Pojedyncza

    Byłam w Kirgistanie (i Tadżykistanie) kilka lat temu. Piękne widoki i przyjaźni ludzie zostały mi w pamięci na długo. 🙂

    Reply
    1. 5 Comments

      Arek

      Uważam podobnie, piękne krajobrazy i mili ludzie. Kirgistan bardzo przypadł mi do gustu :).

      Reply
  2. 5 Comments

    stopociechblog

    Och Arku u Ciebie to zawsze ciekawie. Chciałabym to zobaczyć. Opisujesz niezwykle ciekawie. Ja jestem z tych, co bardziej zachwycają się naturą, krajobrazami niż architekturą. Pozdrawiam serdecznie

    Reply
    1. 5 Comments

      Arek

      Dziękuje :). Są to stare relacje, delikatnie poprawione i wydaje mi się, że w lepszej formie. Zgodnie z zasadą Nowy Rok, Nowy Blog :D, biorę się nie tylko za siebie, ale i za Smaczne Podróże :).

      Reply
      1. 5 Comments

        stopociechblog

        Brawo.👍

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: