Maroko na Słodko część 2 Marrakesz

Marrakesz

Dzień Trzeci

Po śniadaniu wraz z Eyną  dostajemy się taksówką na stację kolejową. Bilet 195 dirham za drugą klasę. Czas przejazdu ok 8.5 godziny. Droga mija nam szybko na rozmowie i obserwowaniu krajobrazów. W Marakeszu wita nas orzeźwiający deszcz. Łapiemy taksówkę i ruszamy do swoich hosteli położonych w centrum. Kierowca nie mogąc wjechać w wąskie uliczki  zostawia mnie ok 10 min od celu ( Eyna jedzie kawałek dalej ).

Od razu pojawia się młody, „uczynny” Marokańczyk oferujący przewodnictwo. Grzecznie odmawiam. Kieruje się w jedną z uliczek prowadzącą do Placu Jemaa El Fna. Mój „przewodnik” rusza za mną. Raz idzie obok mnie, a raz z przodu. Kilkakrotnie dziękuje mu za towarzystwo i mówię, że nie potrzebuje pomocy – nie zniechęca go to i podąża dalej ze mną. Oznajmił, że robi to z dobrej woli :D. Wskazał mi skręt w boczną uliczkę – okazał się właściwy, znalazłem się pod drzwiami Hostel Riad Marrakech Rouge. Z miejsca zaczął żądać zapłaty. Po krótkiej wymianie argumentów ( on krzyczał, ja odpowiadałem ) dałem mu 10 dirhamów. Zaczął krzyczeć jeszcze mocniej, że obrażam go taką sumą itp. Stałem trochę zdezorientowany, nie wiedząc czego się jeszcze spodziewać, otworzyły się drzwi wejściowe, długo się nie namyślałem – wślizgnąłem się do środka. Nie miałem już nikłej przyjemności spotkać tego Pana.

Hostel Riad Marrakech Rouge jest bardzo duży i  na początku ciężko było mi połapać się w jego układzie. Kilka poziomów, kilka skrzydeł, tu schody w górę, gdzie indziej w bok :). Wszystko zachowane w stylu orientalnym. Światło jest przyciemnione, gdzie nie gdzie  palą się świeczki – przyjemny odprężający nastrój :). Łóżko w pokoju 2o osobowym 58 dirhamów/doba.

Po załatwieniu formalności i wypiciu miętowej herbaty słodszej niż miód kieruje się na główny plac Jema el Fna. Tłum ludzi, masa straganów i stoisk z jedzeniem :). Kobry pełzają , małpy skaczą, gdzieś gra orkiestra :). Ogólnie na bogato :D. Do tego przepyszne jedzenie ( pierwszy raz jadłem tak dobre kozie mięso ). Stoiska  przyciągają wzrok swoimi kolorami. Można też  kupić soki ze świeżych owoców, niestety sprzedawcy rozcieńczają je wodą i dodają cukier ( dla osłody 🙂 ).

Po kilku porcjach koziny i herbacie kieruję się w stronę Meczetu Kutubijja. Przez błędne wyznaczenie kibili ( kierunek w którym muzułmanie powinni zwracać się podczas modlitwy ) został on rozebrany i wybudowany ponownie w innym miejscu. Rzut oka na meczet i pobliskie fundamenty , chwila kontemplacji po czym wracam na plac.

Jest godzina 20, a dookoła mnie  tłum ludzi. Idę w stronę Souk. Towary misternie poukładane na witrynach lub powywieszane przed sklepami zachęcają przechodniów do wejścia. Odwiedziłem kilka stoisk, aby zobaczyć utworzone kompozycję i nacieszyć oczy. Niektórzy sprzedawcy z daleka pozdrawiają mnie słowem ” Dzień Dobry ” lub  „Polska” 🙂 . Ciekawa sprawa zwłaszcza, że nie miałem żadnej flagi narodowej, ani też z nikim nie rozmawiałem. Wychodzi na to, że mam  charakterystyczne Polskie rysy twarzy  :). Przez dość późną godzinę nie zapuszczam się zbyt daleko, dzięki czemu nie gubię też drogi :). Czas wracać do hostelu, odpocząć i przygotować się do wyjazdu.

Dzień Czwarty – wylot

O 6 jem hostelowe śniadanie ( podobnie jak w Fez jest wliczone w cenę ). Herbata/kawa, naleśnik, słodka bułka ( drożdżówka ).

O 7 wychodzę szukać transportu. Na ulicach panuje cisza i spokój. Docieram na postój taksówek pod Meczetem i po 20 minutach jestem już na lotnisku. Procedura wyjazdowa przebiega podobnie do procedury wjazdowej, trzeba  wypełnić formularz ( dobrze jest mieć adres ostatniego hotelu/hostelu ponieważ pytają o to we wniosku ). Kontrola paszportowa i nadszedł czas rozstania z Marokiem.

Spędziłem tam tylko 3 noce, nie widziałem zbyt wiele, do tego pierwsze wrażenie było dość negatywne. Jednak po tak krótkim pobycie  chciałbym wrócić tam z powrotem, czuje niedosyt. Tym razem lepiej rozplanuję swoją podróż :). W końcu człowiek uczy się na swoich błędach :).

 

SMACZNE-PODROZE-png

    1. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, może leży to w ich naturze. Na szczęście do chwili obecnej nie miałem już takich sytuacji i oby już ich nie było  – nie należą do najprzyjemniejszych.

      1. Chcą nas zastraszyć i wyciągnąć ile się da. Nad głowami turystów w ich oczach świecą się dolary – przynajmniej mam taką opinię o Maroko.

Dodaj komentarz