Filipiny kraj kontrastów – w cieniu wulkanu Mayon

Legazpi

 

 

Dzień 18

Legazpi

Poranek rozpoczął się od śniadania podanego do pokoju  – na bogato :D. Z rana udało mi się załatwić pranie w hotelu, mimo że wieczorem jedna z Pań recepcjonistek nie potrafiła powiedzieć mi, gdzie mogę znaleźć pralnie.

Często pytając o drogę kazano mi pytać kierowców lub łapać trzykołowce – nie wiem czym było to spowodowane, brakiem znajomości topografii, nieznajomością angielskiego czy lenistwem, a może wszystko na raz.

Będąc jeszcze w Hotelu Liatoris chciałem przez telefon ogarnąć treking na wulkan Mayano. Niestety kolejny raz nie potrafiłem się porozumieć. Podczas rozmowy twarzą w twarz można gestykulować i czasami od tego gadania bolą ręce, ale ostatecznie sprawa zostaje załatwiona. Przez telefon, niestety tak to nie działa.

Nie udało mi się dogadać, ale w recepcji dowiedziałem się, że wszystkie biura turystyczne są w Cagsawie – skąd również rozpoczynają się wyprawy pod wulkan.

Daraga

Dla pewności postanowiłem poszukać informacji turystycznej.  W Legazpi podobno jej nie było. Skierowano mnie do Daraga, choć „uliczny informator” również nie był pewny, czy coś tam znajdę. Nie chcąc tracić czasu zapytałem policjantki o Informację Turystyczną. Panie niepewnie swojej decyzji wskazały drogę do Municipal Hall of Daraga. W recepcji skierowano mnie do Biura Turystyki ( poczułem się jak ktoś ważny 🙂 ). Przyjemna i pomocna Pani udzieliła mi dużo informacji i wręczyła garść ulotek. Sporo się dowiedziałem. Do tego zasugerowała co zobaczyć. Pani najpierw zaproponowała odwiedzenie Daraga Church,  później zwiedzenie ruin w Cagsawie i wyprawę ATV – coś w rodzaju kłada z silnikiem od kosiarki :).

Postąpiłem według jej sugestii. Najpierw kościół – z widokiem na wulkan, później ruiny w Cagsawie – z widokiem na wulkan, a następnie wycieczka ATV na Black Lava Formations – również z widokiem na wulkan :). Mount Mayon góruje nad całą okolicą.

Wszystkie odwiedzone miejsca były fajne, jednak najbardziej podobała mi się jazda ATV :). To nic, że spory odcinek trasy to betonowa droga. Reszta trasa prowadziła wzdłuż rzeki i wielokrotnie trzeba było ją przecinać – nie wiem, czy było to konieczne ze względu na brak innej opcji, czy po prostu zostało zrobione to pod turystów. Pewne jest, że bardzo mi się podobało :).

Nie spodziewałem się jedynie, że Lava Formations są tak daleko od wulkanu. Niektóre firmy oferują wyjazdy bliżej podnóża – jednak cena jest adekwatnie wyższa, a ja nie mogłem wtedy pozwolić sobie na rozrzutność.

Tego nie znajdziecie w przewodniku:

Miła Pani z Biura Turystyki poleciła również następujące punkty do odwiedzenia:

  • Nuesta Senora De Lo Partiera
  • Nabasan Milaos Cave
  • Gabawan Lake
  • Quitinday Hills
  • Verra Falls
  • Japanese Tunel
  • Denao

Nie byłem w tych miejscach także nie wiem jak tam jest, ale jeśli ktoś się tam zapuści chętnie usłyszę opinię na ten temat.

Legazpi, Legazpi, Legazpi, chciałoby się rzec LEGAZPI! Spędziłem tam dwie noce, niestety miasto mnie nie porwało. Pełne jest sklepów, aptek i restauracji –  takie atrakcje nie specjalnie mi się podobają. Jednak spacerując trafiłem na mały, ciemny targ rybny. Na początku ludzie byli zaskoczeni moją obecnością, później jednak tak jak w Ormock czy w Naval zaczeli uśmiechać się i prosić o zdjęcia. Miło :).

 

Dzienne wydatki ceny w peso:

  • 2.340 dwie noce w Hotelu Liatoris
  • 9 Jeepney Legazpi – Daraga
  • 50 trzykołowiec Daraga – Cagsawa
  • 280 miód na schorowane gardło
  • 1.150 Bicol Adventure ATV Black Lava Formations
  • 50 opłata środowiskowa – nie wliczona w cenę wycieczki
  • 13 Jeepney Cagsawa – Legazpi
  • 102 obiad w lokalnej knajpie
  • 16.17 długopis – coś nie chciały mi działać
  • 301 krem z filtrem
  • 175 kolacja w Inasal

Dodaj komentarz