Kirgistan, a gdzie to jest? Część 9

Bazar Osh

Dzień Czternasty

Były to nasz ostatni dzień w Kirgistanie. Wylot do Istambulu mieliśmy dopiero o 6 rano następnego dnia, więc było  jeszcze sporo czasu na zwiedzanie.

Zaraz po śniadaniu wybrałem się na Bazar Osh. Tak jak wcześniej dojechałem tam marshrutką 114. Targowisko podzielone było tematycznie ( podobnie jak w Osh ): ubrania i materiały, plastik, przyprawy, warzywa i owoce, część metalowa. Nie jestem w stanie zdecydować, który z nich jest ładniejszy. W Osh najbardziej podobała mi się część metalowa, w stolicy zaś dział z przyprawami :). Są do one do siebie podobne, a zarazem tak różne :).

Targ były interesujący – pomijając chińszczyznę oczywiście :). Panował tam kolorowy zawrót głowy. Przyprawy, suszone owoce i orzechy tworzyły proste, ale bardzo kolorowe kompozycje – niby nic wielkiego, ale dla mnie było pięknie :). Po dwóch godzinach wróciłem do hostelu ze sporą ilością przypraw i kilkoma metrami kwadratowymi materiału, a wszystko za 30 zł.

 

Ogród botaniczny

Tego dnia kończyła nam się rezerwacja i o 11 musieliśmy wymeldować się do z pokoju. Spakowaliśmy się, zdaliśmy klucze i zostawiliśmy plecaki w recepcji. Mając jeszcze cały dzień postanowiłem pójść do Ogrodu Botanicznego. Piotrek chwile mi towarzyszył, ale po kilometrze stwierdził, że mu się nie chce i wraca do centrum – buty cały czas dawały mu popalić ( dobre obuwie w podróży to podstawa ). Rozdzieliliśmy się i umówiliśmy się na telefon.

Po kilkudziesięciu minutach dotarłem do Dworca Kolejowego. Budynek jak to budynek, nie zrobił na mnie większego wrażenia, więc zainteresowałem się parkiem leżącym naprzeciwko. Zacząłem robić zdjęcia i od razu za mną pojawił się stróż prawa. Zakazał mi fotografowania dworca. Mimo, że nie interesował mnie ten obiekt. Nie chciałem sprawdzać jego cierpliwości. Grzecznie schowałem aparat i czym prędzej poszedłem w swoją stronę – nie chciałem stracić zdjęć. Poszedłem wzdłuż torów, żeby skrócić sobie drogę, ale jak to zawsze w moim przypadku bywa efekt był odwrotny do założenia.

Kluczyłem między blokami szukając przejścia przez torowisko. Niestety nie znalazłem go i musiałem wrócić się do dworca i tam przejść kładką nad torowiskiem. Po 50 min w słońcu ( był to bardzo słoneczny dzień ) dotarłem w końcu do bram ogrodu. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że był on zamknięty :D.

Można tam wejść jedynie po wcześniejszym umówieniu się w Narodowym Instytucie Nauk – szkoda, że  nie wiedziałem o tym wcześniej, zaoszczędziłbym sobie drogi :). Przez bramę było widać jedną ścieżkę pomiędzy drzewami i ani śladu kwiatów. Ogród chyba trochę odbiegał od mojego wyobrażenia. Myślałem, że będzie tam jak w centrum: sporo kwiatów, drzew i fontann – niestety przeliczyłem się. Było dużo zieleni, ale był to raczej busz, aniżeli zadbany teren.

Powrót do centrum

Nie miałem już ochoty na spacer w słońcu. Poszedłem na najbliższą ulicę Mir Avenu złapać marshrutkę. Za 10 som podjechałem na ulicę Chui i skierowałem się na Plac Ala Too. Siedząc na ziemi z aparatem w ręce obserwowałem fontanny i ludzi. Niespodziewanie zagaiła do mnie Kirgizka, która szukała fotografa 🙂 – miło, że pomyślała iż ja mogę nim być :). Fotografowie, których jest sporo na placu wykonują zdjęcia portretowe do dokumentów lub zwykłe na tle fontann. Umawiają się z klientem na telefon i po kilku godzinach można odebrać gotowe odbitki. Nurkyzza ( nowo poznana koleżanka ), w trakcie rozmowy powiedziała, że szuka węża. Zaskoczyła mnie po całej linii i delikatnie mówiąc byłem też trochę rozbawiony :).  Okazało się, że jest asystentką w agencji reklamowej i jej szef szukał gada do nowego zlecenia :). Ponoć któryś z fotografów na placu ma owego gada.

Po chwili rozmowy dołączył do nas Piotrek i we trójkę poszliśmy do restauracji napić się czegoś orzeźwiającego. Było popołudnie i ciężko było wytrzymać na zewnątrz – a ze słów Nurkyzzy był to dopiero początek upałów. Spędziliśmy ze sobą trochę czasu na rozmowie i spacerze po parku. Niestety koleżanka nie mogła z nami dłużej zostać ,musiała wracać do szukania węża :). Dalej mnie to bawi :).

Ala Too

Mieliśmy jeszcze kilka godzin więc ruszyliśmy z powrotem w stronę placu Ala Too. Idąc ulicą spotkaliśmy Australijczyka, z którym spotkaliśmy się w dolinie Altyn Arashan. Miał on kupić konia i podróżować na jego wierzchu przez Kirgistan. Niestety jego plan nie wypalił – nie wiem z jakiego powodu. Nie złapaliśmy wspólnego języka i po krótkiej rozmowie każdy ruszył w swoją stronę.

Tego dnia ( 15 maja ) miała odbyć się ceremonia otwarcia Międzynarodowych Zawodów Nomadów. Poobserwowaliśmy przygotowania i zbierających się ludzi w strojach narodowych. Niestety nie mogliśmy zostać do samego rozpoczęcia ceremonii. Zaplanowaliśmy  noc na lotnisku, mimo że ostatnia marszrutka odjeżdżała dopiero o 20 woleliśmy być tam wcześniej. Nie chcąc ryzykować spóźnienia ruszyliśmy odebraliśmy plecaki. Znowu 114 dojechaliśmy pod Osh Bazar. Stamtąd musieliśmy podejść na skrzyżowanie Jash Gvaerdiya i Chui, gdzie złapaliśmy kolejnego busa nr 380 ( kursowały od 6 rano do 20 wieczorem, cena przejazdu 50 som, czas 1h ).

 

Noc na lotnisku przebiegła bez przygód. Średnio się wyspałem, ale takie są uroki nocowania w miejscach publicznych. Przyciągaliśmy spojrzenia strażników i obsługi lotniska, ale na szczęście nikt się do nas nie przyczepił. Odprawa i wylot przebiegły bardzo sprawnie i w miłej atmosferze :).

 

blog podróżniczy, podróże po Polsce, podróże po świecie, relację z podróżny, samotne podróze

Dodaj komentarz