Kirgistan, a gdzie to jest? Część 8

Ala Archa

Dzień dwunasty

Po przyjeździe do stolicy noc spędziliśmy w tym samym hostelu, w którym spotkaliśmy się pierwszego dnia z dziewczynami. Tym razem dostaliśmy apartament z balkonem :).

Po śniadaniu wybraliśmy się do Parku Ala Archa. Najpierw marszrutką 114 za 10 som podjechaliśmy pod Osh Bazar. Tam złapaliśmy kolejnego busa nr 265. W trakcie poszukiwania transportu, chciałem skrócić sobie drogę, niestety w trawie nadziałem się na wystający pręt i rozwaliłem sobie piszczel ( obyło się bez większych obrażeń 🙂 ). Po godzinie jazdy dotarliśmy do przystanku końcowego – skąd mieliśmy jeszcze spory kawałek do naszego celu. Pan kierowca zaproponował podwózkę pod samą bramę ( oczywiście odpłatnie, całkowity koszt przejazdu z Bishkek do szlabanu parku 100 som/osoba ). Wstęp do rezerwatu kosztował 80 som od osoby.

Trekking

Po kilku godzinach marszu drogą dotarliśmy do resortu Alplager. Odpoczęliśmy krótką chwilę po czym ruszyliśmy w stronę wodospadu oddalonego ok. 1.5 godziny od resortu. Dojście tam + powrót do  Bishkeku zająłby nam ok. 6 godzin. Ze względu na ograniczony czas ( tego samego dnia musieliśmy wrócić do stolicy ) od razu założyliśmy, że idziemy tylko 30 min w tamtym kierunku i wracamy. Wraz z Piotrkiem woleliśmy poopalać się na słońcu i poleżeć na kamieniu. Dziewczyny nazwały nas warszawskimi  turystami :D. Gdybym miał jakiś cel na końcu drogi szedłbym dalej, ale iść przed siebie żeby iść to nie dla mnie :). Wolałem odpocząć :).

 

 

W drodze powrotnej Bożena ( zapraszam do odwiedzenia jej bloga ) i Karolina odsadziły nas na dobrych kilka kilometrów. Buty Piotrka dały mu ostro popalić ( swoją drogą jeszcze je ma 😀 ), byliśmy daleko za nimi. Piecia oznajmił, że będzie łapał stopa. Ja ruszyłem dalej, dystans między nami powoli się zwiększał – zostawiłem go w tyle. Po kilkudziesięciu minutach zatrzymał się obok mnie samochód, właśnie z Piotrkiem w środku. Pan podwiózł nas kilka kilometrów. W  momencie gdy zobaczyliśmy dziewczyny poprosiliśmy o zatrzymanie się i dołączyliśmy do nich ( mieliśmy jeszcze kawałek do przejścia ). Powrót do Bishkek przebiegł sprawnie, trudności napotkaliśmy dopiero w centrum chcąc złapać marszrutkę w okolice naszego hostelu na ul.Moskiewską. Nie mogliśmy odnaleźć właściwego postoju, na szczęście zanim całkiem straciliśmy cierpliwość udało nam się trafić we właściwe miejsce.

Wieczór upłynął nam na pożegnaniu dziewczyn, które kończyły swoją przygodę z Kirgistanem. Nam zostały jeszcze dwa dni na zwiedzanie Bishkeku i okolic.

Dzień trzynasty

Burana

Po wspólnym śniadaniu żegnamy się jeszcze raz z dziewczynami. Ja ruszyłem do Tokmok ( Piotrek odpuścił sobie wieże ). W drodze na Wschodni Dworzec Autobusowy zahaczyłem o Plac Zwycięstwa, kluczyłem jeszcze po okolicy chcąc dostać się do ciekawej budowli górującej nad innymi budynkami w okolicy. Wieże które widziałem okazały się nowo budowanym meczetem i niestety nie było tam wstępu, prace budowlane wciąż trwały.

 

 

Marszrutką 353 Expres dotarłem do Tokmok. Z miejsca rzucili się na mnie taksówkarze. Chcieli z miejsca zgarnąć mnie do Burany, jednak ja miałem inny plan. Najpierw chciałem zjeść i wypić herbatę. Uczynny taksówkarz, bezinteresownie zaprowadził mnie do lokalnej restauracji :). Tam zjadłem, napiłem się i dodatkowo dostałem propozycje małżeństwa z kelnerką:). Swoją drogą Kirgizki to piękne kobiety. Skończyło się tylko na posiłku – nie szukam jeszcze żony :).

Po jedzeniu zaczęło się targowanie. Początkowo kierowca chciał 1200 som. Jako, że nie okazałem się Amerykaninem, a biednym Polakiem stanęło na 600 somach za przejazd w obie strony. Stawka jest za kurs, nie za ilość osób, więc jadąc większą grupą koszty są mniejsze.

Dojazd do Burany zajął ok. 15 min. Wejście na wierzę kosztuje 60 som. Jeśli ktoś nie ma ochoty na nią wchodzić i płacić może za darmo pochodzić wokół niej. Podczas mojej wizyty było tam kilka wycieczek szkolnych, jedna wojskowa + turyści indywidualni jak ja, czyli całkiem sporo ludzi. Musiałem chwilę poczekać w kolejce. Widok był ładny, choć w około były tylko pola, w oddali zaś było widać zarys gór Ala Too. Bardziej interesujące okazały się nagrobki poukrywane w wysokiej trawie obok wieży zwane balbals. Znajduje się tam również sklepik w jurcie i muzeum z kilkoma wykopaliskami. Po godzinie chodzenia i fotografowania wróciłem tą samą taxi na dworzec, tam od razu złapałem marszrutkę 353 Expres do Bishkek ( przejazd 1h, cena 50 som ).

Było dość wcześnie więc pochodziłem jeszcze po mieście. Przeszedłem przez Pobeda Squere, Dubovy Park,  Biały Dom i Ala Too Squere. Miejsca ciekawe, z dużą ilością drzew, kwiatów i fontann :).

Dodaj komentarz