Kirgistan, a gdzie to jest? Cześć 6

Osh

Dzień Dziewiąty

Zwiedzanie Osh nie było intensywne. Trekingi i ciągłe przemieszczanie się dały  nam mocno w kość. Postanowiliśmy zwolnić tempo i trochę odpocząć.

Z rana po odespaniu emocjonującego przejazdu przez góry ruszyliśmy z Jalal Abad do Osh ( czas 2 godziny, cena 120 som ). Trafiliśmy do hostelu Bayana Guesthouse. Cena 500 som za osobę w pokoju dwuosobowym. Warunki przyzwoite, Pani właścicielka była bardzo miła i pomocna. Poproszona zrobiła nam nawet pranie :). Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że drugiego dnia nie było wody – nawet w toalecie :D. Mimo to miło wspominam ten hostel i cieszę się, że spędziłem tam czas :).

Zwiedzanie

Po krótkim odpoczynku wyszliśmy na miasto. Była lekka pomyłka w stronach świata i poszliśmy w odwrotnym kierunku – podróżnicy za dychę :D. Po zorientowaniu się ruszyliśmy we właściwą stronę do centrum. Od początku dnia pogoda nas nie rozpieszczała, było dość ciepło, ale niestety pochmurno i mżyło.

Pierwszym punktem były Salomon’s Throne. Wejście jest płatne, jednak jest to symboliczna suma 5 som. Góra znajduje się w centrum miasta. Roztaczała się  360-stopniowa panorama. Mżawka skutecznie  ograniczała nam widoczność. Na szczycie znajduje się Dom Babura. Pierwotnie była to pustelnia z 15 wieku. Została ona jednak dwukrotnie zniszczona: raz przez trzęsienie ziemi, drugi raz przez wybuch. Obecny budynek to metalowa konstrukcja z 1990 roku. Na zboczu znajduje się również Muzeum Jedwabnego Szlaku – było ono niestety zamknięte. U podnóża góry znajduje się meczet i muzułmański cmentarz. Przeszliśmy przez cmentarz, ale  do świątynie nawet nie próbowaliśmy wejść – w końcu byliśmy niewierni.

Dzień Dziesiąty

Bazar

Po śniadaniu ( kolejny raz jajka, nic innego nie było w restauracji 🙂 ) wybraliśmy się na Bazar Osh. Kolorowe miejsce. Bardzo dużo chińszczyzny. Mimo sporej ilości plastiku bazar przypadł mi do gustu :). Najbardziej spodobała mi się część metalowa. Pełno śrubek, śrubeczek, rur, piast, kabli i wszelkich innych ustrojstw, nowych jak i zardzewiałych. Większość bardzo starannie ułożona, ale nawet te rzucone na kupę komponowały się w jedna całość i tworzyły ciekawe kompozycje.

Każdy z nas zwiedzał to co chciał. Powoli,  swoim tempem. Z czasem rozdzieliliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Co jakiś czas w labiryncie straganów trafialiśmy na siebie :). Na sam koniec spotkałem Piotrka. Razem trafiliśmy na część warzywną, gdzie znajdował się również bilard. Zostaliśmy zaproszeni do gry, jednak odmówiliśmy i skończyło się na zwyczajowych pytaniach: skąd jesteście i czy podoba się wam Kirgistan? Odpowiedzi były zawsze te same: jesteśmy z Polski i tak, podoba się nam Kirgistan. Ludzie zawsze się wtedy uśmiechali :).

Po kilku godzinach zwiedzania odezwały się nasze żołądki. Usiedliśmy w restauracji pośrodku bazaru. Gęsty dym unosił się z palonego grilla, z reszta na całym targowisku było go czuć. Na pierwsze danie zamówiliśmy zupę z solidna wkładką z baraniny. Kolejną pozycją był szaszłyk z kurczaka i piwo. Potrawy przyrządzone na żywym ogniu smakowały wyśmienicie :). Piotrek okazał się francuskim pieskiem ( sam określał tak dziewczyny, które jadły tylko jajka i kaszę mannę 🙂  ). Nie dał rady zjeść wybornej baraninki, przez co miałem dwa kawałki dla siebie – Arek je wszystko, co nie ucieka z talerza :).

Muzeum

Z bazaru wróciłem sam, Piotrek wpadł w szał zakupów :), a Bożena i Karolina skończyły zakupy jeszcze wcześniej. Po krótkim odpoczynku w hostelu wraz z dziewczynami wyszliśmy do muzeum. Nie zobaczyliśmy nic :D. Dziewczyny nie zdecydowały się na wejście, a mi po całym popołudniu spędzonym na zakupach, aż tak specjalnie na tym nie zależało.

Z rana czekał nas całodniowy przejazd do Bishkek. Po kolacji wieczór poświęciliśmy na pakowanie się. Za każdym razem ciężej było mi się zmieścić. Z upływem dni w podróży rzeczy nie były już tak ładnie poskładane jak na początku i ciągle ubywało mi miejsca :).

cdn.

SMACZNE-PODROZE-png

Dodaj komentarz