Kirgistan, a gdzie to jest? Część 5

Osh

Dzień Ósmy

Po odespaniu trekingu i podróży oraz spakowaniu się, wraz z dziewczynami wyszliśmy szukać transportu do Osh. Aby tam dojechać musieliśmy dotrzeć do Kazarman, później do Jalal Abad i Osh.

Na nasze nieszczęście 9 maja to kirgiskie święto narodowe i z rana nie jeździły marszrutki, za to dość sporo taksówkarzy zatrzymywało się i oferowało swoje usługi. Jeden z nich zaproponował nam podwózkę w miejsce, z którego miały odjeżdżać busy. Zostaliśmy przewiezieni na wylotówkę. Podczas jazdy Pan zaśpiewał Piotrkowi piosenkę miłosną :D.

 

 

Po dotarciu na miejsce okazało się, że nie jechało tam nic w naszym kierunku. Pytaliśmy w pobliskich sklepach o możliwość załatwienia transportu. Panie ekspedientki wykonały kilka telefonów, niestety nie dały rady nic załatwić. Postanowiliśmy wrócić do centrum. Władowaliśmy się do już i tak przeładowanej marszrutki. Kierowca mimo to zatrzymywał się na każdym następnym przystanku i zabierał wszystkich pasażerów. Pod koniec stałem miedzy nogami siedzącej starszej Pani, w dodatku przyciśnięty do szyby :D. Po wyjściu z puszki odetchnąłem z ulgą :). Na stacji autobusowej udało nam się znaleźć shared taxi, jednak nie było możliwości zbicia ceny. Pan który ją z nami negocjowała, gdy dowiedział się o naszych planach przejazdu przez Góry Fergańskie ( Kaldama Pass 3062 m.n.p.m ) do Osh uśmiechną się w sposób mówiący „jedzcie, ale i tak nie przejedziecie”.

Kazarman

Trasa do Kazarman wijącymi się drogami trwała ponad 2 godzin. Widoki były imponujące. Po dotarciu do wioski kierowca znalazł nam drugi środek transportu ( nie jechał już dalej ). Cena 5000 som była dla nas nie do przyjęcia. Popytaliśmy o transport w pobliskim sklepie i udało nam się znaleźć kierowce za 2400 som. Cena jak najbardziej do zaakceptowania. Umówiliśmy się na wyjazd o 16. Przed drogą chcieliśmy jeszcze zjeść obiad i trochę rozprostować kości.

W miejscowości trwał festiwal. Masa straganów z jedzeniem, zabawy i muzyka. Zdecydowaliśmy się jednak na pobliska restauracje. W lokalu z głośników leciała europejska muzyka – świętowano wszędzie :). Dziewczyny jak zwykle zamówiły jajka i sałatkę. Ja z Piotrkiem pielmieni, surówkę i piwo – idealna kompozycja smaku :D.

O 16 stawiliśmy się na umówione miejsce. Pojawił się Pan kierowca z ciężarną Panią. Myślałem, że ruszymy od razu, ale trzeba było jeszcze załadować busa butlami gazowymi i łopatą ( na wszelki wypadek, gdyby droga była nieprzejezdna ). Później odwieźliśmy ciężarną Panią, jeszcze gdzie indziej kierowca zostawił kilka butli gazowych i wziął kolejnych pasażerów. W końcu po godzinie jeżdżenia i czekania ruszyliśmy. Bylem nieźle wkurzony ( lekko mówiąc ). Straciliśmy sporo czasu, no ale jak to powiedziała Bożena „w końcu to Kirgistan, nie przyzwyczaiłeś się jeszcze?”, no właśnie jeszcze nie!

Kaldama Pass

Przez cała drogę nie miałem zbyt dobrego nastroju. Początek trasy był dość spokojny. Malownicze krajobrazy, solidna nawierzchnia. Z upływem czasu i kilometrów wspinaliśmy się coraz wyżej. Droga robiła się coraz węższa i  gorsza. Momentami jechaliśmy dosłownie na krawędzi. Wjeżdżaliśmy coraz wyżej, nawierzchnia była coraz bardziej popękana, miejscami podmyta i przecięta przez spływającą wodę z topniejącego śniegu – po obu stronach pobocza leżało go jeszcze sporo. Wtedy wiedziałem już co wyrażał uśmiech kierowcy w Naryn. Myślał, że nie przejedziemy. Po dojechaniu do Jalal Abad przeszła mi cała złość i w duchu byłem wdzięczny naszemu kierowcy, że dowiózł nas bezpiecznie. Był to najniebezpieczniejszy przejazd i zapadł mi głęboko w pamięci. Reszta też przyznała, że chwilami myśleli że spadniemy. Czas przejazdu 4 godziny 600 som/osoba.

 

 

Siedzieliśmy już wygodnie w swoich pokojach w Hostelu Molmol 800 som/osoba. Postanowiliśmy jednak wyjść z dziewczynami na miasto, niestety strasznie się rozpadało. Podjęliśmy decyzję, że pójdziemy z Piotrkiem tylko po wino i wrócimy do pokoju. Trochę nas zlało, ale czego się nie robi dla dobrego gruzińskiego wina :). Wieczór upłyną szybko w miłym towarzystwie :).

 

SMACZNE-PODROZE-png

Dodaj komentarz