Kirgistan, a gdzie to jest? Część 4

Kol Ukok

Dzień Szósty

Naszym następnym celem była miejscowość Kochkor – bardzo dobre miejsce wypadowe nad jezioro Sok Kul i Kol Ukuk. Większość marszrutek jeździła i pewnie dalej jeździ północną stroną jeziora, czyli przez: Cholpon-Ate i Balykchy. Chcieliśmy zobaczyć drugi brzeg, chociaż przez szybę, dlatego złapaliśmy busa jadącego południową stroną przez: Tosor i Bokonbaevo. Obie drogi łączyły się w Balykczy ( jak się okazało był to spory węzeł komunikacyjny, gdzie mieliśmy przyjemność spędzić pierwszą noc pod namiotem).

Trasa Karakol – Balykchy była ciekawa. Prawa strona to jezioro, lewa góry. Mijane miejscowości były malutkie i leżały w dość dużych odległościach od siebie. Po drodze minęliśmy kilka pomników. W miejscach dość specyficznych, bo sporo za jakimikolwiek zabudowaniami. Znajdowały się nad brzegiem jeziora, tudzież na jakiejś górce. Tu jakiś Lenin, gdzie indziej orzeł, a jeszcze w innym miejscu Gagarin :).

Balykchy

W Balykchy mieliśmy 30 min przerwy. Okazało się, że nie ma bezpośredniego połączenia i musieliśmy się przesiąść ( takie małe niedomówienie ze strony kierowcy 🙂 ). Droga z przesiadką zajęła nam 3 godziny/ 500 som osoba.

Dostaliśmy informację od dziewczyn, że ruszyły na treking do Sok Kul. Wykupiły wycieczkę przez biuro CBT ( Kyrgyz Community Based Tourism Association ). Zapłaciły 3000 som za osobę. W cenę wliczony był przejazd w obie strony, nocleg, kolacja ze śniadaniem. Poszliśmy sprawdzić koszt naszej wycieczki nad jezioro Kol Ukok. Cena była wysoka, bo 8000 som/osoba, za prawie taki sam pakiet usług. Mieliśmy doliczoną jazdę konną w obie strony. Podziękowaliśmy za wyliczenia i postanowiliśmy pojechać tam na własną rękę.

Mimo, że nie skorzystaliśmy z oferty biura, obsługa była bardzo pomocna. Udzielili nam informacji na wszystkie zadane pytania i to bardzo dobrym angielskim :). Pytaliśmy skąd zacząć treking, jak długo trwa, czy jest tam jurta i konie, czy nad jeziorem jest śnieg. Pan skierował nas do miejscowości Bolshewiki, poradził dojechać dojechać tam taxi. Szacowany czas marszu to ok 5-6 godzin, ale na miejscu ponoć była jurta, możliwe że konie. Śniegu miało nie być, ale jezioro ponoć było zamarznięte w 90% :).

Trekking

Przed drogą zrobiliśmy małe zakupy, zjedliśmy po czym wytargowaliśmy taxi do Bolszewik ( cena 200 som/2 osoby ). Treking rozpoczęliśmy  o 15.05.  Droga była malownicza, choć krajobraz był bardziej suchy niż w dolinie Altyn Arashan. Spotkało nas kilku pasterzy. Zadawali nam zwyczajowe pytania: skąd jesteście, gdzie idziecie, czy podoba się wam Kirgistan? Raz byliśmy po prostu obserwowani – bez zbędnej gadaniny :D. Podjechał do nas pasterz, popatrzył się na nas, pokręcił się w koło na koniu i bez słowa odjechał :).

Do jurt dotarliśmy o 18.40. Zostaliśmy przywitani przez gospodarza i jego dzieci. Ustaliliśmy cenę noclegu, jedzenia i jazdy konnej. Musiała ona jeszcze zostać ostatecznie potwierdzona przez żonę gospodarza :). Podobnie jak w Polsce w większości związków kobieta ma ostateczne zdanie :).

Rodzina ta żyje z dwójką dzieci w bardzo skromnych warunkach przez cały rok. Mają małą chatkę z cegieł. W zimie są odcięci od reszty świata. Opałem jest brykiet z odchodów zwierzęcych, które są ubijane przez stada koni trzymane w zagrodzie w okresie wypasu. W lato zaś suszy się je na słońcu.  Żyją spokojnie swoim rytmem, bez udogodnień cywilizacyjnych – nie mają nawet wychodka. Do momentu tego trekingu mieliśmy możliwość załatwiania potrzeb fizjologicznych chociażby osłonięci z trzech stron ( toalety nie zawsze miały drzwi :D, ale zawsze były przepiękne widoki 🙂 ). Tam nie ograniczały nas nawet trzy ściany, mieliśmy wolność wyboru i równie piękne krajobrazy :).

Gospodyni zatwierdziła cenę. Noc w jurcie, kolacja, śniadanie i jazda konno kosztowała nas 1325 som/osoba ( troszkę mniej niż CBT  i cała kwota trafiła bez pośredników do gospodarzy). Warunki w jurcie tak jak w chatce były skromne. Mimo, że jest to coś w rodzaju namiotu. Noc była bardzo ciepła i wygodnie się spało. Nie pamiętałem kiedy ostatni raz tak odpocząłem :).

Dzień Siódmy 

Rano na śniadanie dostaliśmy: kaszę mannę na mleku, chleb z masłem i dżemem malinowym. Wszystko popite dużą ilości herbaty. Posiłek skromny, ale bardzo smaczny i nie ciążył na żołądku.

Na koń!

O 8.15 wyruszyliśmy konno nad jezioro. Wierzchowce były lepiej ułożone niż te, na których jeździliśmy w Jeti Ogush. Droga stopniowo zamieniła się w wąską ścieżkę. Koń Piotrka lekko się spłoszył i poślizgną się, przez co Piotrek wpadł w jakieś kolczaste krzaki. Po tym incydencie postanowiliśmy  prowadzić je przez najwęższy odcinek. Dróżka zrobiła się jeszcze bardziej stroma, nie chcąc ryzykować zdrowia koni przywiązaliśmy je do kamieni i ostatni kawałek pokonaliśmy pieszo.

Po 20 min marszu dotarliśmy do naszego celu. Jezioro, było częściowo wyschnięte, przez co było podzielone na dwie części, które były jeszcze pokryte lodem. Krajobraz robi wrażenie. Cisza, spokój, wokoło stada koni i świstaki. Czysta przyjemność. Wyjazd nad jezioro i powrót zajął nam 3 godziny.

Powrót z Kol Ukok

Po powrocie do jurty pożegnaliśmy się z gospodarzami i o 11.25 ruszyliśmy do miasta. Droga w dół przebiegła o wiele szybciej i lżej. Dotarliśmy tam na 16. Po powrocie do cywilizacji dostaliśmy smsa od dziewczyn. Poinformowały nas, że są już w drodze powrotnej do Kochkor, więc postanowiliśmy na nie zaczekać i razem udać się do Naryn.

Tym razem odnaleźliśmy się bez problemu :). Udaliśmy się na stacje autobusową znaleźć jakiś transport. Tutaj ciężko było zbić cenę ustaloną przez taksiarzy. Zapłaciliśmy 250 som za osobę w shared taxi. Jechało z nami jeszcze dwoje młodych Kirgizów. Mimo 2 godzin jazdy czas szybko upłyną. W międzyczasie były zdjęcia i picie Kumusu na postoju :). Narodowy Kirgiski trunek jest dość specyficzny :), pozostaje w pamięci na długo. Ciężko nawet opisać ten smak :). Sfermentowane, lekko słone mleko z lekką nutą koniny :). Małymi łykami dało się to wypić, ale nie w dużych ilościach.

W Naryn byliśmy dość późno. Nie wiem nawet w jakim miejscu zatrzymaliśmy się na noc. Za to w pamięci zapadła mi cena 800 som/osoba – jak do tej pory był to mój najdroższy nocleg.

Po dość długim i intensywnym dniu wszyscy byli padnięci. Nie mieliśmy zbytnio siły i ochoty na rozmowy. Ustaliliśmy jedynie godzinę zbiórki, po czym wszyscy poszli spać.

 

SMACZNE-PODROZE-png

 

Odpowiedź do “Kirgistan, a gdzie to jest? Część 4”

Dodaj komentarz