Kirgistan, a gdzie to jest? Część 3

Jeti Ogush

Dzień Piąty

Po zjechaniu z doliny Altyn Arashan wróciliśmy do hostelu Yak Turs. Tak jak wcześniej ustaliliśmy, spotkaliśmy się tam z dziewczynami. Nie spodziewały się nas tak szybko, dlatego zaproponowały wyjazd tego samego dnia do Kochkor nad jezioro Song Kol  i odpuszczenie Siedmiu Byków ( opinie na blogach ponoć mówiły, że miejsce nie jest warte zobaczenia ). Jednak z Piotrkiem chcieliśmy sprawdzić to na własne oczy. Postanowiliśmy więc zostać. Umówiliśmy się z nimi za dwa dni w Naryn.

Dolina Kwiatów

Popołudniu wraz  z Czechami pojechaliśmy taksówką do Jeti Ogush (100 som/osoba ). Żeby nie mieć późniejszych problemów z powrotem poprosiliśmy kierowcę o odbiór ok. godziny 17. Jana i Pawel mieli w planach nocleg w jurcie, więc tylko z Piotrkiem wracałem do Karakol.

Będąc jeszcze między zabudowaniami  pytaliśmy okolicznych mieszkańców o możliwość wynajęcia koni – chcieliśmy pojechać na nich do doliny. Niestety mimo ich szczerych intencji nie dali rady nic zorganizować – był tylko jeden, który nadawał się pod jazdę wierzchem. Było nas czworo więc trzeba było iść pieszo.

Trekking

Trasa nie była wymagająca. Szło się lekko, widoki też przyjemne.  Po drodze trafiliśmy na jaskinie ( wstęp 40 som/osoba ). Przed wejściem zauważyliśmy samochód. Od razu zapytaliśmy Pana kasjera, czy nie zawiózłby nas do doliny. Dogadujemy się co do ceny ( 200 somów/4 osoby ). Jednak wcześniej poszliśmy zobaczyć ową atrakcję. W kasie dostaliśmy dwie latarki i skierowaliśmy się we wskazanym kierunku. Po minucie byliśmy już przy schodach prowadzących w górę do wejścia. Wyglądało obiecująco. Jednak po przejściu 20 metrów natrafiliśmy na ścianę – koniec wycieczki :). Ot i cała jaskinia :). Mimo wszystko rozśmieszeni wróciliśmy do Kasjera, wsiedliśmy do wysłużonej Lady (samochód raczej nie miał badań technicznych 🙂 ) i zostaliśmy przewiezieni do doliny.

Ukazała się nam zielona przestrzeń i konie :).  Choć nikt oprócz mnie wcześniej nie jeździł ( moje umiejętności jeździeckie również nie należały do najlepszych ), wszyscy decydują się na przejażdżkę :). Z pasterzami ustaliliśmy cenę 300 som/godzina. Panowie próbowali złapać nam pasące się wierzchowce, jednak nie szło im zbyt dobrze i po kilku nieudanych próbach oddali nam swoje :).

Na koń!

Jazda szła dość opornie. Konie nie słuchały nas, kierowały się raz w lewo, raz w prawo, albo stały w miejscu :D. Na szczęście dwóch młodych pasterzy ( 10 i 20 letni ) przyszło nam z pomocą i towarzyszyli nam przez cały czas. Bez nich nie dalibyśmy rady dużo ujechać.

Po godzinie jazdy w głąb Doliny Kwiatów nadszedł czas powrotu. Przez to, że nie udało nam się wjechać wierzchem postanowiliśmy zjechać z niej do miasta. Konie nie były zbytnio zachwycone tym pomysłem- stawiały opór :). Za nami pieszo podążali pasterze, aby zabrać je z powrotem na pastwisko. Po dotarciu na miejsce w trakcie rozliczania dwa ogiery zaczęły  ze sobą walczyć ( dobrze, że byliśmy już na ziemi ). Wszyscy lekko się przestraszyli ( łącznie z pasterzami ). Na szczęście dwóch starszych jeźdźców w porę je rozdzieliło. Obyło się bez obrażeń u ludzi i koni.

Pożegnaliśmy się najpierw z pasterzami, później z Czechami, a sami wsiedliśmy do czekającej już taxi. W drodze powrotnej nastąpiła mała awaria przedniego koła. Odkleił się bieżnik z opony i zaczął uderzać o nadkole. Kierowca odciął luźny kawałek nożem i ruszyliśmy dalej. Naprawa nie powiodła się, bo już po kilkudziesięciu metrach ponownie usłyszeliśmy hałas. Trzeba było dokonać wymiany tylnego koła na przednie, a na tył został zamocowany zapas. Międzyczasie skorzystaliśmy z chwili i zrobiliśmy kilka zdjęć z rosnącą na poboczu marihuaną :D. Były to młode rośliny. Pierwszy raz widziałem tak dużą ilość krzaków w jednym miejscu, w dodatku tak blisko miasta :).

Po dotarciu na miejsce odwiedziliśmy kilka miejskich pomników, zjedliśmy kolację. Trafiliśmy na jeden polski akcent, mianowicie plakat ” Moda Polska „. Czasami zastanawiam się jak takie rzeczy trafiają tak daleko :). Miasto nie jest duże i najlepsze co ma do zaoferowania to góry wokoło :).

Wieczorem postanowiliśmy, że następnego dnia ruszamy do Kochkor – miejscowości wypadowej nad jezioro Song Kol, ale naszym celem był mniejszy zbiornik Kol Ukok.

 

SMACZNE-PODROZE-png

 

 

Dodaj komentarz