Filipiny kraj kontrastów – Siquijor

English

 

English

 

 

Dzień 6

Siquijor

Z rana trzykołowcem dojechałem do portu ( ok. 10 min, w większych miastach są już korki, najgorzej było w Manili, także trzeba uważać jeśli ma się lot ). Tym razem kupiłem bilet ze wskazaniem palcem na mapę i dwa razy sprawdziłem, czy aby na pewno jest on dobry :). Ok 13 dotarłem do Lareny. Dobiłem targu z kierowcą i za 200 peso dojechałem do Solangon. W drodze kierowca zaoferował mi wynajęcie motoru za 350 peso. Zbiłem cenę do 250 peso. Po dotarciu do miasteczka zatrzymałem się w polecanym ośrodku The Sylvia.

Już na własnym białym rumaku odnalazłem Monikę i Marcina z poluzuj.pl. Wziąłem ich trochę z zaskoczenia, Pisałem z nimi wcześniej, ale będąc już na Filipinach miałem mały problem ze skontaktowaniem się z nimi. Umówiliśmy się na kino w Cajpilan. Wraz z innymi polakami mieszkającymi na wyspie i dzięki wsparciu finansowemu rodaków, co tydzień organizują kino objazdowe w różnych punktach na Siquijor, a czasami pakują sprzęt i jadą na inną wyspę.

Przed spotkaniem miałem jeszcze trochę czasu. Trafiłem do Lugmason Falls. Wodospad nie zrobił na mnie wrażenia, może dla tego, że strasznie padało.

Wieczorem pojechałem do Cajpilan, miejscowość gdzie miało odbyć się kino. Na miejscu oprócz Moniki i Marcina poznałem jeszcze Rafała z Szukając przygody i Maćka z Mali małe wędrowanie. Wszystko zostało sprawnie przygotowane i nie byłem do niczego potrzebny, więc stałem jak kołek. Zebrała się spora grupa dzieci i dorosłych. Na początku najmłodsi wstydziły się sięgnąć po popcorn i picie, jednak z czasem atmosfera się rozluźniła :). Tak prozaiczna rzecz w Europie jak kino objazdowe, na Siquijor jest  bardzo doceniane przez ludzi. W mniejszych miejscowościach mało rodzin ma telewizje.

Więcej o akcji dowiecie się na stronie kidsmovienight.com. Są tam też informacje o organizatorach. Jeśli tylko macie nadmiar gotówki możecie wesprzeć ich finansowo, naprawdę warto – uwierzcie mi na słowo :). Atmosfera była niesamowita, było dużo radości, a na koniec seansu podziękowania dla organizatorów, też je otrzymałem, choć nic nie zrobiłem – miło :).

Pomysłodawcy kina byli często krytykowani za swoją akcję. Hejterom chodziło głównie o popcorn i napoje dla dzieci. Moim zdaniem warto pomagać na swój własny sposób, organizując kino objazdowe, rozdając kolorowanki i kredki czy słodycze. Każdy ma inną wizję i nie powinno się krytykować żadnej metody. Nie ważne jaką formę pomocy się wybierze, ważne żeby to robić. Zamiast marnować czas na krytykę, lepiej tą energię przeznaczyć na coś pożytecznego.

Wieczorem wraz z całą czwórką pojechaliśmy do Baha Bar. Solidny posiłek ( kurczak + drink ). Później był Czar Bar i pierwszy w życiu Balut. Nie wiem o co chodzi z tym całym wymiotowaniem podczas jego jedzenia? Ok, może zawartość nie wygląda zbyt apetycznie, ale nie śmierdzi. Spodziewałem się przykrego zapachu, a tu niespodzianka zwykłe gotowane jajko z wkładką :). 100 dniowe chińskie jajko smakowało gorzej, choć też nie było niczym szczególnym.

Po zamknięciu Czara ( o 24 koniec imprezy, cisza nocna ) z Rafałem i Maćkiem pojechaliśmy jeszcze na plażę i tam był koniec naszego wieczoru :).

 

Dzienne wydatki  ceny w peso:

• 20 trzykołowiec do portu Tagbilaran

• 700 Prom TagbilaranLarena jest tylko opcja z klimatyzacją

• 70 opłata portowa + bagaż

• 160 śniadanie w porcie

• 200 trzykołowiec LarenaSlangono

• 600 łóżko za dwa dni w dormie The Sylvia

• 500 opłata za motor 2 dni

• 135 3 litry paliwa – zielonego 🙂

• 275 obiad i drink

• 30 balut

• 100 rum u Czara

Dzień 7

Na białym rumaku po wyspie

O 8 rano zawiozłem ubrania do pralni. Wszystko już strasznie śmierdziało. Pranie ręczne to nie to samo co pralka, poza tym byłem na urlopie i zwyczajnie nie chciało mi się tego robić :).

O 10 ruszyłem na zawody Longboard niestety trafiłem na dwu godzinną przerwę. Nie chciałem tyle czekać. Pojechałem nad wodospad Cabugsayan  To dopiero była zabawa :). Wejście było bezpłatne. Wolontariusz John zaprowadził mnie na miejsce. Wypytał skąd jestem itp.. Były skoki do wody i huśtawka, ogólnie bardzo fajne miejsce idealne na całodniowy piknik. Wstęp jest bezpłatny jednak przewodnik już nie :). Kolejnym miejscem było Lazi. Kościół sympatyczny, choć padła mi bateria i nie mam zdjęć.

Trochę za późno zorientowałem się, że nie nasmarowałem się kremem z filtrem. Spaliłem się na raka. Szybko do apteki – mądry polak po szkodzie. Nie przeszkodziło mi to w dalszym zwiedzaniu, pęd wiatru skutecznie mnie ochładzał.

Kolejny wodospad Cambugahay. Poszedłem tam bez przewodnika, droga jest bardzo prosta. Tam również były skoki do wody 🙂 – huśtawka była płatna i nie skorzystałem.

Niedaleko znajduje się Banahav Cave – bardzo mała i ciasna. Podziemia chyba nie są dla mnie :). W drodze powrotnej zatrzymałem się jeszcze na zawodach Longboard. Tam spotkałem Rafała i Maćka. Po zjeździe ruszyliśmy zjeść tradycyjne filipińskie jedzenie: hamburgera :).

Na kolację wybrałem się do Dalahikan Grill Masters. Usiadłem do jedynego wolnego stolika ( 10 osobowego ). Po chwili przysiadła się do mnie cała filipińska rodzina. Oj, było sporo śmiechu przy telefonicznej próbie swatania mnie i ich nieobecnej koleżanki :). Bardzo miły wieczór w bardzo miłym towarzystwie. Często miałem podobne propozycję – nie tylko na Filipinach, ale stwierdziłem, że napiszę o tym w oddzielnym poście.

W soboty w The Sylvia odbywają się imprezy z muzyką na żywo. Z ciekawości wszedłem na chwilę. Masa ludzi, brak miejsc siedzących, ciężko przecisnąć się do baru. Tam spotkałem swojego przewodnika Johna z pierwszego wodospadu. Wypiliśmy po piwie i zmęczony poszedłem grzecznie spać.

 

Dzienne wydatki ceny w peso:

• 64 śniadanie

• 45 litr zielonej benzyny – na wszelki wypadek, wskaźnik paliwa nie działał, z resztą tak jak licznik 😀

• 10 parking

• 20 napiwek dla przewodnika

• 406 krem z filtrem

• 10 parking Cambugahay

• 50 Jaskinia ( parking + wejście i napiwek )

• 205 obiad

• 80 mango, awokado, czosnek, cebula, 6 małych pomidorów

• 120 kolacja pierś i karkówka z grilla

• 110 San Miguel

Dzień 8

Atrakcje Siquijor

Miały być poranne zdjęcia na plaży, ale przez poparzenie słoneczne i przeziębienie ( klimatyzacja na Filipinach wykańcza ) słabo spałem. O 9 wyjechałem w stronę Cangmunag. Celem były zawody Longboard – chciałem nadrobić zaległości w zdjęciach z dnia poprzedniego. Pierwszy zjazd miał odbyć się o 9.30, faktycznie rozpoczęło się o 10.30. W tym czasie odwiedziłem pobliskie Ballet Tree. U podnóża  znajdował się wybetonowany zbiornik z Flesh nibiliny Fish ( fish spa ). Jest to coś innego, ale nie wiem jak to skomentować :). Wstęp 10 peso więc można spróbować, ale sami będziecie musieli ocenić czy warto.

Po nadrobieniu zdjęciowych zaległości ruszyłem do Cantaban Cave. Wejście 500 peso za 3 osoby. Byłem sam i średnio uśmiechało mi się płacić tyle za wejście, nie chciałem też czekać, aż zjawi się jakiś inny turysta chcący podzielić koszt.

Pojechałem więc do Bandila-an Mon View Park. Są przynajmniej trzy wejścia na punkt widokowy. Nie do końca widać całą wyspę, ale i tak warto się wybrać. W drodze powrotnej, bardziej przez przypadek trafiłem do Motylarium, choć było ono nie duże bardzo mi się podobało 🙂 – wole motyle od jaskiń :).

Wieczorem żegnałem się z Filipińską Polonią. Bardzo fajni ludzie, miło było ich poznać :). Trochę im zazdroszczę, że mieszkają w takim miejscu. Wiem, że wszystko jest kwestią wyboru, ja nie jestem jeszcze gotowy na taki krok. Mam nadzieję, że za kilka lat wszystko się zmieni i też zamieszkam w podobnym miejscu :).

Dzienne wydatki ceny w peso:

• 90 woda 6 litrów

• 300 nocleg w The Sylvia

• 70 okulary Ferrari – moje się połamały, pierwsze straty

• 280 balsam do ciała, ratowałem się jak mogłem

• 69 1.5L paliwa

• 12 banany – niestety do pieczenia 😀

• 10 Balete Tree

• 149 0.5 kg cytryny, mango, 0.6 kg arbuza, 6 bananów, 0.5 pomidorków

• 255 obiad w Baha Bar – smacznie 🙂

• 225 kolacja w Dalahikan Grill Masters – bardzo smaczne 🙂

• 150 Gin & Tonic – cały wieczór

 

 

Dodaj komentarz