Filipiny kraj kontrastów – podsumowanie

Dzień 28

Santa Juliana

W nocy dopadły mnie problemy żołądkowe – dobrze, że stało się to dzień przed wylotem. Pierwszy raz w trakcie wyjazdu użyłem węgiel. Teraz już wiem, żeby nie kupować na targu wędzonych ryb, które nie wiadomo jak długo tam leżały.

Z rana nie byłem zbyt rześki i nie rozpierała mnie energia. Jednak przy śniadaniu Alvin zaproponował mi kolejną atrakcję: San Guillermo Parish Church w Bacolor, Pampanga. Mimo zmęczenia długo się nie zastanawiałem, dokończyłem pakowanie i ruszyłem w drogę ( wylot miałem dopiero o 20, także było sporo czasu ). Na pożegnanie dostałem od gospodarzy  drewnianą maskę :). Bardzo miły gest – tym bardziej, że zupełnie się tego nie spodziewałem :). Był mały problem z jej zapakowaniem ( miałem pełny plecak ), ale jakoś udało się ją wcisnąć :).

Santa Juliana – San Guillermo Church

Trzykołowcem dotarłem do Capas. Tam kierowca na prośbę Alvina wsadził mnie do autobusu w kierunku San Fernando. Po godzinnej jeździe wysiadłem i złapałem kolejny trzykołowiec do San Guillermo.

Kościół był całkiem przyjemny. 6 metrów oryginalnej konstrukcji zostało zasypane podczas erupcji wulkanu Pinatubo w 1991 roku. Mimo wszystko, wierni zaadaptowali go na nowo i dalej służy jako świątynia.

Trasa San Fernando – San Guillermo Church – Clark Bus Station kosztowała mnie 800 peso. Pokonałem ją jednym trzykołowcem. Byłem lekko odwodniony i zwyczajnie nie chciało mi negocjować z kierowcami oraz szarpać z dwoma plecakami.

Dojazd na lotnisko

Droga z Clark na lotnisko zajmuje 15 min. Jest kilka opcji: oczywiście Taxi, można też czekać, aż zbierze się grupa ludzi i płaci się 50 peso od osoby za przejazd busem, jest też opcja Special Trip tymże samym busem, czyli wsiadasz i jedziesz – nie znam ceny, ale na pewno jest adekwatna :D. Trzykołowce ponoć nie mają wjazdu na lotnisko.

Mała uwaga co do lotniska Clark International – nie można wejść do hali odpraw bez karty pokładowej. Może to zaskoczyć osoby, które zawsze odbierają bilet w czasie nadania bagażu – na szczęście miałem kopię kart pokładowej i po wygrzebaniu jej z samego dna plecaka wpuszczono mnie do środka.

Pan z ochrony na pytanie dlaczego tak jest odpowiedział, że takie przepisy i tyle – trzeba się dostosować.

Kolejną niespodzianką po nadaniu bagażu była opłata 600 Terminal Fee :D. Moje ostatnie pieniądze na jedzenie i pamiątki poszły się kochać. Nie byłem odosobnionym wyjątkiem, sporo turystów również zostało tym zaskoczonych, co niektórzy musieli cofnąć się do hali odpraw i wypłacić gotówkę.

 

Dzienne wydatki ceny w peso:

  • 300 trzykołowiec Santa Juliana – Capas
  • 75 autobus Capas – San Fernandes
  • 800 trzykołowiec San Fernandes – Bacolor – Clark Bus Station
  • 199 Jolebee – ten ostatni raz 😀
  • 50 Bus na lotnisko
  • 600 Terminal Fee

Podsumowanie

Podsumowanie będzie krótkie, ale treściwe :). Trud podróży i przemieszczania się był niczym w porównaniu z tym czego doświadczyłem. Przez miesiąc odwiedziłem 10 wysp z 7107 :D. Nie wiem ile kilometrów pokonałem, ale było ich sporo. Nie wiem też dokładnie ile wydałem, ale nie żałuję ani jednego peso :).

Wrażenie o Filipinach bardzo pozytywne. Ludzie ciekawi i przeważnie życzliwi. Jedzenie pyszne. Pogoda super ( przynajmniej w porze suchej ). Można byłoby jeszcze wymienić sporo ochów i achów :). Większość została już opisana we wcześniejszych postach o Filipinach, a to co zostało niedopowiedziane zostawię waszej wyobraźni :).

 

 

Dodaj komentarz