Filipiny kraj kontrastów – Manila, Wulkan Taal, Wyspa Corregidor

Dzień 22

Rizal – Manila

Pobudka przed 4 rano. Wraz z Psyche i jej siostrą pojechaliśmy jeepneyem do San Pablo. Tam po staniu w bardzo długiej kolejce udało nam się wepchnąć z Audrey (siostra Psyche) do autobusu. Był to mój najgorszy przejazd na Filipinach. Przestałem 2.5 godziny, ściśnięty jak śledź i wygięty jak paragraf. Przestępowałem tylko z nogi na nogę – katorga, nawet 10 godzinne przejazdy w rozpadających się autobusach tak mnie nie wymęczyły.

Manila

W Manili zjadłem „zdrowe” śniadanie w Jollebee ( fast food) i marzyłem tylko o drzemce. Zatrzymałem się w Warderers, gdzie czekało na mnie upragnione kojo.

Po odpoczynku wybrałem się na Roxas Bullavare . Nie polecam spaceru w popołudniowym słońcu, choć ma to też swoje plusy – nie ma tłoku.

Mimo wszystko co chwilę, ktoś proponował mi trzykołowca lub bryczkę, strzelnicę lub walki kogutów ( teraz żałuje, że nie wybrałem się na „ kogucią arenę” zobaczyć starć tytanów).

W pewnym momencie przyczepił się do mnie „przewodnik”. Na wstępie zaznaczyłem, że nie dostanie pieniędzy. W odpowiedzi usłyszałem, że idzie w tym samym kierunku. Nastąpiła wymiana uprzejmość i padły zwyczajowe pytania: skąd jesteś itp. itd.  Wiedziałem, gdzie byłem i w którą stronę mam iść. Moim celem był Coconut Palace. Chciałem iść w lewo, ale „przewodnik” mówił, że trzeba iść w prawo. Mimo, że widziałem z daleka, budynki, które mogły być pałacem poszedłem za jego radą – w końcu on tam mieszkał. Poprowadził mnie w złą stronę. Chciałem dać mu 10 peso, żeby nie łaził już za mną i nie mylił mi drogi. Odmówił, bo zaoferowałem za mało :D. Schowałem portfel i ruszyłem w swoim kierunku. Łaził za mną jeszcze 10 minut. Ciągle mówił, żebym dał mu więcej. Byłem już mocno poirytowany. Jeszcze raz zaoferowałem mu 10 peso. Przyjął je i odszedł. Znowu wyszedłem na sknerę, bo jest to bardzo mała suma, ale nie prosiłem się o pomoc i nie lubię naciągaczy.

Ostatecznie Pałac był zamknięty i nie udało mi się go zwiedzić – czyżby karma?

Wieczorem spotkałem się z Psychę na kolacji. Oprócz pieczonej wieprzowiny wziąłem sałatkę owocowo warzywną, której nie byliśmy w stanie zjeść –  była taka niedobra :D. Chyba najgorsza rzecz jaką jadłem. Niby zdrowe składniki: awokado, ogórek, orzechy i sporo innych, których nie znałem, ale w połączeniu stworzyły słabą kombinację, bleee.

Dzienne wydatki ceny w peso:

  • 174 „zdrowe śniadanie 2 cheesburgery, cola, frytki, ciastko z tuńczykiem
  • 200 taxi Makati – Malate
  • 350 łóżko na jedną dobę w Wanderers Guest House
  • 66 ponad godzina internetu w kafejce
  • 44 jakiś chiński napój
  • 10 „przewodnik”
  • 40 woda
  • 114 Obiad – owoce morza: 2 krewetki, 2 krążki kalmarów i warzywa
  • 50 2 litry wody
  • 64 internet – nadrabianie zaległości
  • 35 4 szaszłyki na ulicy
  • 200 taxi Malate – Makati
  • 80 sałatka owocowo – warzywna ( nie dobra )
  • 170 2 lemoniady ogórkowe, nie wiedziałem że były takie duże
  • 100 Uber Makati – Malate

Dzień 23

Tagaytay – Jezioro Taal – Wulkan Taal

Straciłem poczucie czasu – nie wiedziałem jaki jest dzień tygodnia i data, ale i tak powstał plan na najbliższe dwa dni. Miałem trochę wolnego czasu ponieważ wesele na które miałem się udać, zostało przeniesione w inne rejony Filipin i ze względu na cenę nie zdecydowałem się również na naukę latania paralotnią – 300/400 zł za dzień było zdecydowanie za dużo dla mojego budżetu.

Postanowiłem udać się na Wulkan Taal. Taksówką ( najpewniejszy i chyba najwygodniejszy środek transportu w Manili) dostałem się na dworzec ECDL. O 9.40 byłem już w autobusie Manila – Tagaytay. Z Tagaytay trzykołowcem zjechałem do Talisay nad brzeg Jeziora Taal. Może brzmieć pogmatwanie, ale dojazd był bardzo prosty.

Zjazd nad brzeg jeziora był bardzo stromy i już wtedy wiedziałem, że nie będzie mowy o negocjacji ceny w drodze powrotnej. W jednej z wypożyczalni próbowałem namówić spotkaną parę do podzielenia kosztów. Niestety zostali urobieni przez cwaną Panią, która chciała skasować za naszą trójkę 2000 + 500 od głowy za przewodnika, czyli 3500 – zdecydowanie za drogo. Z kolei  tylko dla nich zaoferowała 2000 ze wszystkim – czyli taniej wychodziło im jechać beze mnie i znowu zostałem odrzucony :D.

Nie chcąc tracić czasu wyszedłem na drogę i od razu dostałem ofertę 1400. Bez sensu było przebyć taki kawał drogi i będąc o rzut beretem od celu nie zobaczyć go. Nie liczyłem na innych turystów, więc zdecydowałem się na propozycję. Pan sternik nie żałował benzyny 😀 – przeprawa przez jezioro bardzo szybka i przyjemna – słońce, ciepły wiatr, krople wody padające na twarz, a ty siedzisz sobie wygodnie w cieniu :).

Droga do krateru była bardzo prosta i zajęła 30 minut.

Przewodnik na wulkan nie jest obowiązkowy!

Także nie dajcie sobie tego wmówić. Na wulkanie spędziłem może 30 min – nie można zejść do krateru. Droga powrotna zajęła mi również 30 minut, mimo że było w dół.

Zapomniałem czapki i musiałem kupić słomiany kapelusz – uratował mnie, inaczej pewnie padłbym gdzieś po drodze z wycieńczenia.

Tak jak przypuszczałem cena za drogę powrotną Talisay – Tagaytay nie podlegała negocjacji.

Spokojnie można wybrać się na Wulkan Taal z Manili i wrócić tego samego dnia – choć w moim przypadku nie wyszło to zbyt tanio :D. Również można zajechać tam po drodze i zostać na noc – bardziej rozsądne.

Dzienne wydatki ceny w peso:

  • 700 łóżko za kolejne dwa dni w Warderers Guest House
  • 115 śniadanie
  • 180 taxi na dworzec
  • 80 autobus Manila – Tagaytay, czas przejazdu 2h 20 min
  • 10 woda w autobusie
  • 18.5 2 litry wody
  • 139 obiad w Inasal
  • 80 trzykołowiec w dół do Talisay
  • 1400 łódka na wulkan, z opłatą za wejście
  • 150 kapelusz
  • 40 kokos
  • 200 trzykołowiec Talisay – Tagaytay
  • 79 autobus Tagaytay – Manila 2h 30 min
  • 40 woda, chrupki i orzeszki w autobusie
  • 95 2 jabłka, gruszka, 3 pomarancze, 0.5 kg bananów
  • 110 doładowanie Smart
  • 200 taxi Makati – Malate
  • 50 Red Horse ( piwo ) w hostelu

 

Dzień 24

Corregidor Island

Wycieczkę na Corregidor zamówiła mi Psychę – chciałem uniknąć problemów z komunikacją, wcześniejsze rozmowy telefoniczne z Filipińczykami nie były zbyt udane.

Cena 2550 peso, trochę drogo. Byłem nastawiony negatywnie do tego wyjazdu, nie spodziewałem się zbyt wiele – dobrze, że się myliłem. Wycieczka była bardzo dobrze zorganizowana, ciekawa i za sprawą przewodnika bardzo śmieszna – było sporo kawałów.

Istnieje również opcja zwiedzania indywidualnego. Można przypłynąć od strony Mariveles, ale nie znam ceny i będziecie musieli nastawić się na chodzenie po wyspie – nie mieszka tam nikt poza obsługą, która w większości pracuje dla Sun Cruises. Jest to Park Narodowy i cywilna ludność została wysiedlona. Także lepiej zdać się na Sun Cruises, które obwiezie Cię po wyspie autobusem i w międzyczasie Cię nakarmi, a przewodnik opowie ciekawe historie. Brzmi to jak reklama, ale polecam to po prostu jako zadowolony klient.

Dzienne wydatki ceny w peso:

  • Taxi do Seaside Ferry Terminal skąd odpływają promy
  • 2555 wycieczka
  • 30 terminal fee
  • 200 30 minutowe przejście przez tunel/schron na wyspie ( nie obowiązkowe )
  • 100 jazda z „najlepszym taksówkarzem w Manili” – tak o sobie mówił, a prawie spowodowałby wypadek. Skromność to podstawa :).
  • 159 zdrowe jedzenie w Jollebee
  • 390 pożegnalny obiad z Psyche
  • 167 Uber Taxi z Mall of Asia do Wardenerers Guest House

 

Dodaj komentarz