Filipiny kraj kontrastów – Dumaguete

English

 

 

English

 

Dumaguete

Dzień 9

Z samego rana chciałem odebrać pranie  i jak najszybciej ruszyć do Dumaguete. O 7 byłem już w drodze do pralni w San Juan ( na oknie wisiała kartka: godziny otwarcia 7:30 – 17:30 ). Niestety to, że ja chciałem szybko wyjechać nie znaczyło, że wszystkim na tym zależało. Pani pojawiła się dopiero o 9, a co tam klienci! Grzecznie ( nawet nie podniosłem głosu :), mimo, że czekałem 1.5 godziny ) poprosiłem ją o zdjęcie mylącej informacji – niezwłocznie to uczyniła. Od tamtego momentu już mi się nie śpieszyło 🙂 i tak cały plan legł w gruzach.

Wróciłem spokojnie do hostelu, przepakowałem się i z plecakami w okularach Ferrari 🙂 pomknąłem na swoim rumaku niczym Schumacher do portu. Ah, ten wiatr we włosach :).

W porcie rozliczyłem się z Panem od motoru ( dopłata za dodatkowy dzień ). Pomógł mi on jeszcze szybko ogarnąć bilet i opłatę portową. Musiałem biec, aby zdążyć na prom. Krzyczałem”wait for me, wait for me” – śmiali się ze mnie, ale poczekali :)! Jednak nie wszystko od rana szło źle :).

Pokonanie trasy Siquijor – Dumaguete zajęło 1.5 godziny. Z portu w Dumaguete do centrum idzie się max 10 min. Można też zawsze wynająć trzykołowca lub taxi. Za radą Marcina z poluzuj.pl kupiłem od razu bilet na nocny prom do Cebu. W centrum znalazłem jakiś hostel, gdzie zostawiłem plecaki i ruszyłem na miasto.

Szukając cienia

Z nieba lał się żar.Upał doskwierał wszystkim. Ciężko było chodzić w nieocienionych miejscach. W pewnym momencie myślałem, że zemdleję, ale po solidnym posiłku, butelce wody i chwili odpoczynku wróciłem do formy. W mieście nie ma zbyt wiele do zwiedzania ( moja opinia ). Kościół, dzwonnica, pobliski park i targ oraz muzeum.

Około 16 zaczął padać deszcz. Chodziłem wtedy ulicami i ciszyłem się chłodem :).

Mam takie szczęście, że zawsze jak chcę posiedzieć sobie sam i poobserwować otoczenie przyczepi się ktoś nieproszony. Tak było i wtedy, nie liczę już sprzedawców, którzy chcieli wcisnąć mi wiagrę i „prawdziwe perły w okazyjnej cenie”. Jeden pijany gościu przebił wszystkich. Przysiadł się, przedstawił ( nie pamiętam imienia) i zaczął monolog 🙂 :

” Shark, bełkot, Cebu, shark, bełkot” x 10, i bądź tu mądry :). Pytałem go, czy chodzi mu o atak rekina w Cebu, ale usłyszałem i zrozumiałem tylko: ” Shark, bełkot, Cebu, shark, bełkot” :). Na koniec gawędziarz poprosił o zapłatę, niestety odprawiłem go z kwitkiem – nie porwała mnie jego opowieść.

Nocny prom do Cebu był dla mnie nowym doświadczeniem – strach pomieszany z ekscytacją. Dostałem łóżko zaraz przy barierce z widokiem na morze :). Przymocowałem porządnie bagaż i z nadzieją, że nie wypadnę w czasie rejsu położyłem się spać ( nogi delikatnie podkurczone, żeby nie wystawały za burtę 🙂 ).

Dzienne wydatki ceny w peso:

• 105 pranie

• 55 śniadanie – czekając na otwarcie pralni

• 250 dopłata za dodatkowy dzień wynajęcia motoru

• 130 prom Siquijor – Dumaguete

• 14 opłata portowa

• 310 bilet na nocny prom Dumaguete – Cebu

• 54 Footlong hot dog + Mirinda

• 50 wejście do muzeum

• 146 kurczak, ryż i cola

• 10.5 6 pocztówek

• 110 2 znaczki, tu zacząłem się zastanawiać, czy wcześniej wysłane kartki dotrą, skoro zapłaciłem tylko 17 peso za znaczek, a teraz 55.

• 15 uliczny grajek

• 2 toaleta publiczna

• 30 1l wody

• 22 zeszyt

• 8.5 długopis

•20 arbuz

• 30 herbata w barze

• 29 lód

• 260 Lechon z ryżem

• 50 napiwek dla Pani za przechowanie bagażu

•15 opłata portowa

 

Dodaj komentarz