Filipiny kraj kontrastów – Calbayog

 

 

Wyspa Samar

Dzień 13

Naval

Wstałem niewyspany, ruch uliczny uspokoił się ok. 24, a rozpoczął na nowo o 4 rano – także trochę słabo. Ciężko było mi pojąć jak w tak małym mieście może być tyle pojazdów ( głównie skutery i motory ) i tak duże natężenie ruchu.

Mimo zmęczenia trasa Naval – Tacloban minęła mi bardzo szybko, choć w busie 15 osobowym było 15 dorosłych, 7 dzieci i bagaże – o dziwo nie było koguta :).

Na dworcu w Tacloban miałem niemiłą sytuację. Dostałem bilet od konika z wpisaną kwotą 150 peso do Catbalogan. Siedziałem już w autobusie, gdy konik zażądał dopłaty 100 peso. Pokazałem mu cenę na bilecie, nic z tego nie robiąc wziął go, przeprawił kwotę na 250, wręczył mi z powrotem i jeszcze raz poprosił o dopłatę. Zapłaciłem. Siedziałem trochę skonsternowany, pewnie bym nic nie zrobił, ale widząc szyderczy uśmiech odchodzącego  „biletera”, stwierdziłem, że tak tego nie zostawię! Zapytałem pasażerów o koszt który ponieśli, okazało się, że zapłaciłem 2 razy tyle co oni. Delikatnie mówiąc podniosło mi się ciśnienie.

Wyszedłem z autobusu, znalazłem owego sprzedawcę – wiedział dokładnie o co mi chodziło. Powiedziałem tylko, żeby oddał moje 100 peso, oddał mi całą kwotę 250 bez słowa sprzeciwu. Oczywiście musiałem opuścić autobus, ale byłem na zatłoczonym dworcu, więc nie było stresu – miałem jedynie lekko zepsuty nastrój kolejną próbą naciągnięcia.

Może wyszedłem na sknerę w końcu 100 peso to ok. 8 zł, ale tu chodziło o chamski sposób w jaki to zrobił.

Suma sumarum straciłem 30 min czekając na kolejny środek transportu, ale za to poznałem sporo miłych ludzi i uzyskałem dużo sugestii co zobaczyć w okolicy.

Za sprawą uzyskanych informacji zamiast do Catbalogan udałem się do Calbayog, choć w przewodniku była tylko mała wzmianka, gdzie spać i gdzie zjeść. Kolejna zmiana planu podróży – witaj przygodo :)!

Calbayog

Na miejscu zatrzymałem się w Eduardos’s Hotel – obiekt lata świetności ma już dawno za sobą, ale cena była niewygórowana, zaś obiad zjadłem w Carlos’s & Carmelos – miejsce również polecane w LP i  przyznam, że bardzo fajne.

Po posiłku wypytałem właścicielkę o możliwość wynajęcia przewodnika. Kazała mi wrócić wieczorem, ale wcześniej popsuła mi humor. Ostrzegła mnie, abym nie wybierał się nigdzie sam. Na pytanie „Dlaczego?” odpowiedziała: „Nie oglądasz wiadomości? Przecież  porywają ludzi”. Wtedy dowiedziałem się również o incydentach na wyspie Bohol kilka dni po moim wyjeździe ( strzelanina, wybuch bomby ) – pomyślałem ładne kwiatki.

Od tamtej pory miałem oczy dookoła głowy, nóż w kieszeni i monopod do aparatu pod ręką. Na domiar złego wszyscy mijani komentowali „el americano” – myślałem coraz lepiej, zaraz podjedzie jakiś samochód, zgarną mnie i tyle będzie po mojej wycieczce. Miałem już nawet przygotowaną wersję dla porywaczy ” Jestem z polski i nikt okupu za mnie nie zapłaci”:).

Wieczorem (ciągle się rozglądając ) poszedłem do restauracji. Poznałem właściciela, który zapoznał mnie ze swoimi koleżankami i poprosił je, aby zaopiekowały się mną dnia następnego :). Zgodziły się i umówiliśmy się nazajutrz na 9 rano.

W hotelu dalej lekko przestraszony postanowiłem zastawić drzwi łóżkiem ( może trochę przesada, ale mam bardzo mocny sen i można mnie dosłownie wynieść ) liczyłem, że w razie czego obudzę się i będę miał czas na obronę. Na szczęście noc minęła spokojnie i nic nie zaszło.

Dzienne wydatki ceny w peso:

• 130 bilet Naval – Taloban
• 5 toaleta
• 200 bilet Tacloban – Calbayog
• 115 woda, rum, cola
• 20 3kołowiec na plaże w wie strony
• 10 wejscie na plażę
• 400 pokój w Eduardo’s Hotel
• 10 riksha do hotelu
• 120 3 małe San Miguel

 

Dzień 14

Malajag Beach

Przed 9 Monina i Liza ( dwie starsze Panie, znajome właściciela restauracji ) odebrały mnie z hotelu. Pojechaliśmy na Malajag Beach, gdzie znajdowała się zip line – one też zjeżdżały :). Przejazd nad morzem fajny, tylko szkoda, że w jedną stronę. Na ten dzień był to tylko jeden punkt programu. Przyznam, że trochę się zawiodłem, myślałem że zobaczę coś jeszcze.
Po powrocie pospacerowałem trochę po mieście, zrobiłem trochę zdjęć i dałem pierwszy w życiu autograf :D. Wiem jak to brzmi :), mnie też to rozbawiło, ale tak kończą się zakupy w sklepie papierniczym :).
Chodząc po mieście ciągle słyszałem „americano” – znaczenia można łatwo się domyślić nie znając hiszpańskiego. Zaprzeczałem „no, no el polako” i wszyscy zawsze wybuchali śmiechem – nie z mojej narodowości , tylko że ich rozumiem – przynajmniej rozumiałem to jedno słowo.
Nazywali mnie jeszcze „photographer” – też dobre :).

 

Dzienne wydatki ceny w peso:

• 66 mała papaja, 5 bananów, 6 małych pomidorów, mandarynka
• 54 2 litry wody, 9 saszetek szamponu
• 400 pokój
• 300 zip line
• 235 kurczak z rożna
• 35 Sinapao
• 167 obiad w Jollebee
• 200 kurczak z rożna

 

Dzień 15

Tarangban Falls

O 8 wraz z Moniną i Liz pojechaliśmy zobaczyć Tarangban Falls, ok. godziny jazdy z Calbayog + 30 min spaceru od parkingu po błocie. Warto się tam wybrać! Miejsce robi wrażenie, był to największy wodospad jaki widziałem – fajnie miejsce. Spędziliśmy tam ok. godziny. Popływałem, poskakałem i zrobiłem kilka zdjęć. W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o jeden mniejszy wodospad Bangan – też ładny.
Po wycieczce zaplanowałem, że pojadę od razu do Victoria City, a stamtąd popłynę na wyspę San Antonio (oficjalna nazwa Dalupiri Island) -bagaż miałem w samochodzie. Monina zaoferowała mi podwózkę do miasta – lepiej być nie mogło. W porcie dosłownie przesiadłem się z samochodu do odpływającej już łodzi – coraz lepiej. Po ok. 20 minutach byłem na wyspie San Antonio. Pieszo dotarłem do Cristal Place, gdzie wynająłem pokój. Cena nieadekwatna do standardu, ale za to 10 metrów od morza :).
Był to bardzo dobry dzień, który zakończyłem relaksując się na pustej, cichej plaży z moim nowym przyjacielem Tanduay :), a noc spędziłem jeszcze z innymi znajomymi – karaluchami.

Wymienię jeszcze kilka atrakcji w okolicy Calbayog, których nie ma w przewodniku:

• Tarangban Falls
• Bangan Falls
• Guinog Cave
• Busay Falls
• St Peter & Paul Cathedral
• Rock Slide
• Pan-as Falls
• City Forest Macble Park
• Malajog Beach

 

Teraz wiem, żeby zbytnio nie polegać na przewodniku, trzeba brać dużą poprawkę. W  końcu w miejscu o którym nie było wzmianki znalazło się całkiem sporo ciekawych atrakcji 🙂 i bardzo miło spędziłem tam czas.

  1. Uroki podróżowania 😉 Nie wszystko idzie tak, jak się planuje, zresztą, właśnie o to chodzi, by dostosować się do sytuacji i zmienić plan w razie potrzeby.
    Też nie lubię chamskiego naciągania.

    1. Dokładnie :), droga byłaby nudna bez niespodziewanych wydarzeń. Nawet naciąganie ją urozmaica. Nie jest to miłe doświadczenie, ale po kilku takich sytuacjach człowiek poznaje siebie i uczy się jak się wtedy zachować.

      1. Mam nadzieję, że nie będzie. Cenię swoje życie i zdrowie, dlatego nie robię nic niebezpiecznego i staram się unikać kłopotów – choć nie zawsze to wychodzi.

Dodaj komentarz