Nepal tysiąca zapachów część 7 Kathmandu

Русский

Kathmandu

Połowa Dnia Pierwszego

Po bezpiecznym lądowaniu w stolicy (w dniu strajku), trzeba dostać się na Thamel. Niestety podobnie jak w Pokharze jeżdżą tylko samochody  z zielonymi tablicami rejestracyjnymi. Nie tylko ja miałem problem ze znalezieniem taniego środka transportu. Wraz z przygodnie poznaną kobietą urabiamy jednego taksówkarza. Po ostrym targowaniu z kierowcą udaje się nam zbić cenę do 1400 rupii – zdarł z nas jak za woły, ale nie mamy wyjścia. Na Thamelu udaję się w jedyne znane mi miejsce czyli do Hostelu Alobar 1000. Czekała tam na mnie niemiła niespodzianka – nie ma wolnych łóżek. Dostaje wizytówkę ich drugiego hostelu 327 Thamel. Niezadowolony wychodzę i tuż przy bramie spotykam pracownika który miał mnie odebrać pierwszego dnia po przylocie do Nepalu. Okazało się, że właśnie wrócił z lotniska ( tym razem zabrał turystów 😀 ). Na moje szczęście  jedną osobę ma przewieść  do 327 Thamel. Nie namyślając się długo wsiadam do samochodu i poznaję Tansy – świeżo upieczona pani doktor z Anglii, która przyjechała odbyć praktyki w Pokharze.

Nocleg

Hostel 327 Thamel zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. O wiele czyściej, przestronniej i jaśniej niż w Alobar 1000 (nie uwłaczając temu hostelowi ). Pokoje z zamykanymi szufladami pod łóżkiem dla każdego gościa. Łazienki duże z ciepłą wodą 😀 ( człowiek po pewnym czasie zaczyna tęsknić za takimi rzeczami ). Najlepszy hostel w jakim byłem do tej pory :). Do tego duży taras.

Traf chciał, że dostałem łóżko w tym samym dormie co Pani Doktor. Jako że jestem uczynnym człowiekiem, zaoferowałem wspólne zwiedzanie Durbar Square. Po ogarnięciu się wychodzimy na miasto.  Nie znając drogi decydujemy się na rikszę. Mimo strajku plac był pełen ludzi. Jedni tak jak my zwiedzali i odpoczywali, drudzy sprzedawali różne dobra, trzeci zaś pilnowali naszego bezpieczeństwa. Wszyscy byli głośni i żeby porozumieć się w takim hałasie trzeba było podnieść głos, a to tylko potęgowało jego natężenie.

Powrót do hostelu był ciekawszy. Nie przejmowaliśmy się zbytnio kierunkiem, wiec szliśmy przed siebie. Z upływem czasu zapadł zmrok, nastało zaciemnienie, tylko w nielicznych miejscach paliło się światło.  Byliśmy kawałek drogi od Thamelu –  do tej pory nie wiem dokładnie gdzie :D. Przechodząc kładką nad drogą zobaczyliśmy kolorowe światła. Okazało się że są to fontanny mieniące się różnymi kolorami  Queen’s Pond. Staliśmy jak wryci nie dowierzając, że pośród tego kurzu, mroku i hałasu znajduje się coś tak ładnego – trochę nie realnego. Ciężko opisać moje wrażenie, ale do tej pory uśmiecham się na myśl wspominając tą sytuację.

 

Dzień drugi

Z rana dowiaduję się o odwołaniu strajku – wszystko wróciło do normy. Ustalamy z Tansey, że pojedziemy zwiedzić The Great Boudha Stupa. W momencie gdy czekam na nią w restauracji podchodzi do mnie Niemiec Sven i proponuję połączenie sił. Nie mam nic przeciwko, ale że byłem już umówiony, konsultuję z nową koleżanką czy nie ma nic przeciwko powiększeniu naszej wycieczki. Wszyscy są na tak. Zostaje nam tylko ustalenie planu zwiedzania. Cele na dzisiaj to Pashupatinath i The Great Boudha Stupa. Ruszamy do krematorium  – jest to mój drugi raz w tym miejscu dlatego nie zwiedzam kompleksu zbyt intensywnie.

Kolejnym  punktem dnia jest Stupa. Taksówka z Pashupatinath 400 rupii, wstęp to koszt 250 rupii. Leży ona na placu otoczonym budynkami z licznymi sklepikami i restauracjami. Ceny jednak nie zachęcają do zakupów prezentów ani jedzenia. Jest to największa Azjatycka Stupa ze sławnymi Eyes Of The Buddha. Przyjemne miejsce, warte zobaczenia.

Powrót na Thamel, obiad, a wieczorem wychodzimy odkryć życie nocne. Kończymy intensywne zwiedzanie barów i dyskoteki nad ranem w bardzo dobrych nastrojach :).

Dzień trzeci

Przed 12 doprowadzamy się do stanu używalności i we trójkę udajemy  do Gardens of Dreams. Bardzo przyjemne miejsce. Zieleń, trochę wody i względny spokój. Wysokie mury, niestety nie zagłuszają całkowicie hałasu z ulicy. Bezpłatne materace tylko umilają spędzony tam czas. Rozłożeni na trawie opalamy się w popołudniowym słońcu. Całodniowa ekspozycja na promienie słoneczne w moim przypadku nie była dobrym pomysłem.  Prawdopodobnie dostałem udaru słonecznego – Pani Doktor nie mogła jednoznacznie stwierdzić czy jest to udar, ogólne osłabienie organizmu czy jedno i drugie. Ostatni wieczór upływa mi na piciu wody i wymiotowaniu.

Dzień czwarty – wylot

Odprowadzam Tansey i Svena na autobus do Pokhary. Po powrocie za stacji zbieram swoje manatki i jadę taksówką na lotnisko ( 400 rupii ). Smutno wyjeżdżać, szczególnie gdy spędziło się tak miło czas, poznało sporo nowych ludzi i doświadczyło niesamowitych rzeczy, ale nie ma co się rozczulać przecież kiedyś tu wrócę :).

 

SMACZNE-PODROZE-png

Dodaj komentarz