Biały Miś w warsztacie – Tupilak

Pierwszego dnia pobytu w Nuuk poznałem Karla, który chodził ulicami miasta i sprzedawał maski Tupilak. Przez święta Wielkanocne nie udało mi się wymienić euro, które zabrałem ze sobą (banki były zamknięte). Gdybym kupił maskę wyzbyłbym się reszty gotówki. Miałem kartę, ale Karl nie miał terminala płatniczego. Podczas rozmowy zapytałem, czy pozwoliłby na nagranie się podczas pracy w warsztacie. Zgodził się. Umówiliśmy się na wtorek.

Dzień 3

We wtorek w warsztacie

O 8 rano idąc pod wskazany adres miałem tylko nadzieję, że Karl mnie nie wystawi. Bardzo zależało mi na dostaniu się do warsztatu i przyjrzeniu się jego pracy. Przyszedł na czas i wprowadził mnie do środka :).

Na miejscu okazało się, że pracownia nie jest jego. Nie był to problem i nie było żadnych przeszkód, żeby poruszać się po wszystkich pomieszczeniach. Dwupiętrowy budynek został udostępniony i wyposażony przez gminę Sermersooq. Osoby zajmujące się rękodziełem uiszczały miesięczną opłatę w wysokości 200 DKK i mogły korzystać z całej infrastruktury. Ilość przygotowanych stanowisk była duża, ale jak powiedział Karl „czasami jest nas dużo, czasami mało”, wszystko zależało od pogody, samopoczucia i weny rzemieślnika.

Z samego rana w pracowni panowała cisza, ale z upływem czasu na obu piętrach było słychać cięcie, szlifowanie, polerowanie, wiercenie. Pył drzewny, kości i rogów unosił się w powietrzu. Przyjemny zapach drewna mieszał się z wonią szlifowanego rogu, przywodzącą na myśl niemiłe wizyty u dentysty.

Rzemieślnicy kupowali materiał we własnym zakresie. Powstawały tam pracę z drewna, kości, rogów, kamienia i skóry. Karl wyrabiał drewniane maski na które wykorzystywał „American wood” ( jedyny naturalny las na Grenlandii znajduje się niedaleko miejscowości Tasiusaq w Dolinie Qinngua. W okolicy Narsarsuaq stworzono również Greenlandic Arboretum, o powierzchni ok. 150 hektarów z licznymi gatunkami drzew). Włosy wykonywał z sierści woła piżmowego, zaś zęby zrobione były z rogów renifera lub pazurów foki.

Podstawą był wycięty profil z drewna, który po nadaniu odpowiedniego kształtu malował na czarno. Następnie robił zadrapania, przyklejał włosy, a na koniec nakładał ochronną warstwę kleju.

Pracował sprawnie i w ciągu jednego dnia, o ile nie bolały go plecy mógł wykonać 4 rożne wzory.

Skończone prace umieszczano w zamykanych, przeszklonych gablotach, gdzie każda osoba zainteresowana kupnem mogła je obejrzeć oraz negocjować ceny. Rękodzieło trafiało przeważnie na sklepowe witryny lub do hoteli. W niektórych miejscach w centrum miasta, przykładowo na deptaku przy Banku Grenlandzkim i supermarkecie Brugseni, prace sprzedawano bezpośrednio przechodniom.

 

 

 

„Tupilak niewidzialny zabójca i figurka turystyczna”

Poniższy artykuł wydał mi się interesujący i adekwatny do wpisu. Został zaczerpnięty z periodyka Grønland. Przetłumaczono go z duńskiego na angielski, a ja częściowo przełożyłem go na język polski.

Autor Rolf Gilberg.

Stworzenie Tupilaka, wymagało zgromadzenia kości różnych zwierząt, z których robiono coś na wzór szkieletu, a jako wypełnienie ciała używano mchów lub wodorostów. Jadnak najważniejsze było pozyskanie czegoś, co należało do osoby, którą chciało się zabić – kawałek paznokcia, włos lub część ubrania. Wszystkie przedmioty pakowano do starej skóry, którą nazwano „paczką”.

Podczas tworzenia Tupilaka należało przestrzegać ściśle ustalonych zasad, inaczej stworzenie zabójczego ducha mogło się nie udać. Wszystko należało robić w sekrecie i przeważnie wykonywano to nocą – najlepiej blisko jeziora lub strumyka. Kości należało podnosić tylko kciukiem i małym palcem.

Żeby obudzić stwora należało inkantować magiczną regułę, po czym zakopywano „paczkę” lub wyrzucano ją do morza.

Tupilak przybierał wygląd i kształt z „paczki”. W zależności od materiałów jakie zostały użyte. Mógł mieć ciało foki, z głową psa, z przednimi łapami lisa i tylnymi zająca. Aby stwór urósł, twórca pozwalał mu ssać swoje genitalia, do momentu osiągnięcia oczekiwanych rozmiarów. Wtedy duch zaczynał poszukiwania swojej ofiary. Po odebraniu życia Tupilak znikał, przez co mógł być wykorzystany tylko raz.

Mimo, że stwór był niewidzialny i tworzony w sekrecie, plotki o jego powstaniu rozchodziły się bardzo szybko. Ofiara domyślała się, że zabójczy duch jest w drodze, niestety nie było przed nim ucieczki. Lokalizował on swoją cel jak radar.

Każdy kij ma dwa końce

Jeśli zaatakowana osoba była silna psychicznie i miała dużo odwagi mogła odwrócić swój los i skierować Tupilaka na jego twórcę.
W takim wypadku kreator złego ducha był poważnie zagrożony. Nie mógł on skierować go z powrotem na swojego wroga. Jego jedynym ratunkiem, było publiczne przyznanie się do stworzenia i nasłania ducha. Po takim wyznaniu Tupilak tracił swoją moc i znikał.

Twórca pozostawał przy życiu, ale w tak małej społeczność, był uznawany za złego człowieka i przeważnie stawał się odrzutkiem.

Skąd więc Tupilak w turystyce?

W 1905 roku duński naukowiec William Thalbizer wręczył szamanowi Mitsuarniannga kartkę z ołówkiem i poprosił  o narysowanie złowieszczego ducha. Mitsuarniannga nigdy nie miał styczności z papierem. Nie umiał rysować, ale umiał rzeźbić. Zanim naukowiec wyjechał szaman wręczył mu kilka drewnianych figurek, które były pierwszymi odzwierciedleniem Tupilaków.

W latach 30 -tych XIX wieku zaczęto produkować małe drewniane figurki w dziwnych kształtach, inspirowane Tupilakami. Posążki miał nierealny wygląd, i tym samym był bardzo interesujące dla przyjezdnych. Figurki były przeważnie malowane na czarno, robiono na nich zadrapania i umieszczano białe zęby.

W latach 50 -tych produkcja przybrała masową skale. Zamiast drewna zaczęto wykorzystywać zęby kaszalotów spermacetowych. Materiał sprowadzano nawet z Japonii.

Oryginalnie Tupilak był złym duchem i nie chronił przed wrogimi mocami, jak powiedział mi jeden sprzedawca.  Figurki nie były wcześniej znane w grenlandzkiej kulturze i poza fikuśnym kształtem mają niewiele wspólnego z pierwowzorem.

Ich produkcja trwa po dziś dzień i jest źródłem utrzymania dla wielu grenlandzkich rodzin. Jest to ciekawy prezent z Grenlandii – sam kupiłem trzy maski :).

 

Patronat Honorowy Prezydent Miasta Suwałk oraz Wigierski Park Narodowy

 

 

Patronat medialny: TVP3 Białystok oraz Wrotom Podlasia

Wsparły mnie firmy:  Relax oraz Meind

Smaczne Podróże, blog turystyczny, podróże po Polsce i świecie. Nauka latania na paralotni, spływ Czarną Hańczą, Żak Express, Suwalszczyzna

 

2 Replies to “Biały Miś w warsztacie – Tupilak”

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.