Biały Miś w Sisimiut

Dzień 7 wieczór

 

Sisimiut

W Sisimiut zatrzymałem się w akademiku Apisseq u Nielsa i Jonasa (oboje Duńczycy z tym, że tylko Niels studiował. Jonas pracował i poznawał Grenlandię). Warunki mieszkalne były bardzo dobre. Spory salon z kuchnią, dwa pokoje – dostałem nawet jeden na wyłączność – poprzedni tydzień spałem na podłodze, nie żebym narzekał, ale warto o tym wspomnieć, bo czasami niektórzy mogą mieć mylne wyobrażenie o wygodach jakie mam w podróży :).

We wspólnym salonie

Dosłownie 10 minut po dotarciu do Apisseq zaprowadzono mnie do wspólnego salonu, gdzie trwała impreza wielkanocna. Tydzień wcześniej studenci i wykładowcy byli w rozjazdach, więc świętowanie Wielkanocy zorganizowano tydzień później. Było sporo śmiechu, jedzenia i alkoholu. Wieczór zakończył się w dyskotece. Każdy tańczył jak umiał i w tym tańcu mojemu gospodarzowi na stopę z sufitu spadła płyta wiórowa (użyta jako dekoracja), zerwana przez innego studenta – bardzo pochłoniętego tańcem. Do tej pory nie bardzo wiadomo jak on to zrobił.

Imprezy jednak nikt nie przerwał – obsługa nas nie wyprosiła, my również nie chcieliśmy opuszczać lokalu. Nie myślał o tym nawet sam poszkodowany, któremu ciekła krew ze stopy, ale doraźnie udzielono mu pomocy papierem toaletowym i chusteczkami. Stwierdził, że i tak w szpitalu nie ma lekarzy, więc poczeka do następnego dnia.

Opieka medyczna na Grenlandii

W niedzielny poranek poszkodowany Niels próbował dodzwonić się do szpitala. Udało mu się po kilku próbach i po krótkiej rozmowie z pielęgniarką umówiono go na poniedziałek.

Ze względu na małą liczbę ludności na Grenlandii, rozrzuconą na bardzo dużej powierzchni i brak lekarzy, po konsultacjach chorych często odsyła się do większych placówek. W przypadku Sisimiut pacjenci lecą do Nuuk lub Kopenhagi – wszystko na koszt państwa. U poszkodowanego Nielsa po wizycie w sisimiuckim szpitalu stwierdzono połamanie dwóch palców, a po kilku dniach czekania wysłano go samolotem na operację do Nuuk. Tam w duży palec u stopy wstawiono mu dwa druty, po czym naprawionego Nielsa odesłano do Sisimiut. Od tamtego moment zacząłem bardziej na siebie uważać, w końcu każdy uraz mógł przynieść poważne konsekwencje.

ARTEK

Po podróży sporo osób dziwiło się, co na Grenlandii robią studenci z innych krajów? Spieszę z odpowiedzią, otóż studiują inżynierię w Arctic Technology Centre – ARTEK. Program studiów daje ogólne kompetencje inżynierskie w dziedzinie budownictwa, inżynierii środowiska i planowania, dzięki czemu można pracować w takich dziedzinach, jak budownictwo dostosowane do warunków arktycznych, rozwój infrastruktury w regionach z izolowanymi społecznościami, ochrona wrażliwych środowisk, elektrownie wodne i wydobywanie minerałów. Studenci uczą się również prowadzić badania w środowisku arktycznym, analizować szczególne problemy i znaleźć solidne technologiczne i trwałe rozwiązanie.

Źródło ARTEK

Apisseq

Warto też poświęcić kilka słów na opisanie miejsca, gdzie się zatrzymałem i mieszkała większość arktycznych inżynierów.  Apisseq był energooszczędnym budynkiem z zainstalowanymi czujnikami monitorowania, które m.in. mierzyły zużytą i wyprodukowaną energię (panele słoneczne) jak i jakość powietrza wewnątrz budynku.

Na dwóch piętrach rozmieszczono jedno i dwu osobowe pokoje z łazienkami. Na parterze znajdował się duży, wspólny salon z kuchnią, pralnia oraz toaleta. Piętra połączone były trzema klatkami schodowymi. Dwie pary zewnętrznych schodów znajdowały się na końcach budynku, zaś środkowa, trzecia klatka była zabudowana atrium. Dormitorium w dużej części zostało wykończone drewnem – przypadło mi to bardzo do gustu :).

Jak stwierdziło kilka poznanych osób budynek nie został przystosowany do grenlandzkich realiów, ponieważ nie było tam małego warsztatu lub garażu, gdzie w razie awarii skutera w bardzo złą pogodę można go naprawić. Z braku takiego miejsca studenci naprawiali je w holu. Nie było też miejsca, gdzie można było oskórować fokę. Więc i to robiono w holu, przez co potem unosi się nieprzyjemny zapach.

Dzień 8

Karmienie psów

Jonas zabrał mnie skuterem na przejażdżkę połączoną z karmieniem psów. Psy znajdowały się na obrzeżach miasta, gdzie stały małe budki, w których przechowywano sprzęt do zaprzęgów oraz pokarm. Przy szopce stało kilka par sań, a tuż obok były psy, przykute łańcuchami do podłoża. Niektóre z nich miały budę, jednak większość spała na śniegu.

Reakcja psów na widok właściciela była niesamowita; ujadały, machały ogonami i skakały. Radość w czystej postaci :). Przyjazd Pana oznaczał głównie dwie rzeczy: pora karmienia lub wyjazd zaprzęgiem – na jedno i drugie bardzo się cieszyły.

Zastanawiałem się jak studenci mogli pozwolić sobie na zakup motorówki, skutera śnieżnego i psów pociągowych.

Wyglądało to w ten sposób, że osoby z poprzednich kursów odsprzedawały swój sprzęt oraz inwentarz nabyty podczas półtorarocznego kursu na ARTEK, nowo przybyłym studentom w przystępnych cenach. Psia osada moich gospodarzy kosztowała 4000 DKK (ok. 2000 zł). 14 psów w różnym wieku, sanie, uprzęże i chatka do trzymania pokarmu oraz mniejszego sprzętu. Miesięczny koszt wyżywienia 14 psów to kolejne 1500 DKK. Do tego trzeba doliczyć koszt leków w razie choroby i antykoncepcji dla suki.

Niechciane szczeniaki oddawane były innym hodowcom, a w przypadku braku chętnych zabijane ( podczas mojej wizyty dorosłych psów w Sisimiut było ok. 1000). Kiedyś do psów młodych i starych strzelano ze strzelb, teraz jest to bardziej humanitarnie –  przyjeżdża Pan z pistoletem bolcowym i robi swoje.

Żółty lód

Przemierzając Sisimiut nie da się nie zauważyć żółtych zamarzniętych kaskad na zboczach skał. Żółty lód to nic innego jak mocz wymieszany z wodą. Ścieki tworzyły bardzo ciekawe formacje. Widok interesujący, choć zapach przy odwilży może już nie koniecznie.

Ze względu na bardzo duże zróżnicowanie terenu i podłoże nie wszystkie domy odprowadzały ścieki bezpośrednio do morza, część budynków posiadała tylko kilkumetrową rurę i to właśnie przy takich domach w czasie mrozów powstawał żółty lód.

 

Fabryka czekolady

Za Apisseq (dormitorium w którym się zatrzymałem) znajduje się Fabryka czekolady. Niestety nie jest to Fabryka Wonki. Mieszkańcy Sisimiut żartobliwie określają tak miejsce utylizacji ludzkich odchodów pochodzących z domów bez bezpośredniego połączenia rur ściekowych do morza.

Pozbycie się żółtego lodu nie było problemem wystarczyła odwilż i wszystko spływało, czekolada była bardziej problematyczna i wymagała większego nakładu pracy.

W takich domach potrzebę załatwiało się do suchej toalety, w której uprzednio umieszczony był worek. Odchody zabierane i transportowane były przez służby sprzątające, które następie rozcinały je i wyrzucały zawartość do morza.

Dzienne wydatki ceny w DKK

  • 35 6 pomarańczy
  • 15 kostka sera pleśniowego

Patronat Honorowy Prezydent Miasta Suwałk oraz Wigierski Park Narodowy

 

 

Patronat medialny: TVP3 Białystok oraz Wrotom Podlasia

Wsparły mnie firmy:  Relax oraz Meind

 

 

3 Replies to “Biały Miś w Sisimiut”

    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa :). Psy karmione są przeważnie foką. Jeśli ciekawią Cię psy grenlandzkie zapraszam do kolejnego wpisu „Biały Miś i psi zaprzęg” :).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.