Biały Miś w Sisimiut #2

Sisimiut

Mój pierwszy pobyt w Sisimiut trwał tydzień i jak mogliście zauważyć, podczas mojej wizyty sporo się działo. Dużą część opisałem już we wcześniejszych postach, ale nie dałem rady umieścić tam wszystkiego, dlatego powstał podsumowujący wpis.

Muzeum Sisimiut

Poza sezonem turystycznym muzeum otwarte jest tylko w niedziele i środy. Nie znałem godzin otwarcia i za pierwszym razem wybrałem się tam w poniedziałek. Było zamknięte, więc pocałowałem klamkę i grzecznie odszedłem.

Dni i godziny otwarcia muzeum w okresie zimowym:
  • Niedziela 11-15
  • Środa 11-15
Dni i godziny otwarcia muzeum w okresie letnim:
  • Poniedziałek – wtorek 10-16
  • Środa zamknięte
  • Czwartek – piątek 10-16
  • Sobota – niedziela 11-16

Udało mi się zobaczyć muzeum w środę, ale nie wywarło na mnie wrażenia. Widziałem kilka ciekawych eksponatów i pomieszczeń, ale ogólnie było tak jakoś pusto.

Najciekawszy wydał mi się Kościół Bathel znany również jako „Niebieski kościół„. Jest to najstarsza świątynia na Grenlandii, została wybudowana w 1775 roku. Konstrukcję kupiono i sprowadzono z Danii za 60 beczek tranu – w okresie wielorybnictwa był to bardzo pożądany towar, który wykorzystywano np. jako dodatek do świec i lamp na bazie olejów, jak również do produkcji mydła, czy kosmetyków.

Sauna

Z nadmiaru czasu wybrałem się do Hotelu Sisimiut na saunę. Początkowo byłem sam, ale dołączyli do mnie arktyczni studenci, którzy byli wcześniej na konferencji odbywającej się na ARTEK . Obiekt mieścił się w kontenerze (sauna nie uczelnia 🙂 ). Lokalizacja na tyłach hotelu nie była najlepszym miejscem; brak dostępu do jeziora, morza czy nawet prysznica – na szczęście na podwórku/polu/dworze było chłodno. Z zewnątrz może nic specjalnego, ot zwykły czerwony kontener, ale przecież liczy się wnętrze :). Trochę ponarzekałem, ale nie przeszkodziło mi to w kilkugodzinnym wygrzewaniu się :).

Po saunie, wraz ze studentami mieliśmy grzecznie wrócić do akademika. Los chciał, że spotkaliśmy ich profesorów i innych uczestników wcześniej wspomnianej konferencji. Zaprosili nas na piwo i nasz powrót przedłużył się o kilka godzin.

Podczas drogi powrotnej do Apisseq widzieliśmy niesamowitą zorzę polarną; mieniła się ona kolorami tęczy. Ponoć bardzo rzadko spotykana – nie jestem ekspertem w tej kwestii, ale mogę powiedzieć, że był to piękny widok. Taka zorza z przytupem :). Było to ostatnie tego typu widowisko, które widziałem na Grenlandii – dzień znacznie się wydłużał, w końcu wiosna nabierała rozpędu.

Spotkanie z Adamem Jarniewskim

W poście o przygotowaniach do wyjazdu na Grenlandię wspominałem o mieszkającym tam Polaku. Adam Jarniewski od 11 lat mieszka na Grenlandii. Udało nam się spotkać, jednak nie mieliśmy za dużo czasu na rozmowę. Przyjechał po mnie pod Apisseq. Niestety większość czasu spędziliśmy wyciągając jego samochód ze śniegu; później samochodu jego znajomych, którzy przyjechał wyciągnąć auto Adama i również się zakopali. Po ok. godzinie walki, z pomocą trzeciego samochodu ( pomógł nam Grenlandczyk, który obserwował nasze starania) udało się wyciągnąć najpierw auto znajomych, a później samochód Adama.

Jak powiedział Adam, żyjąc w tak małej społeczności trzeba wzajemnie pomagać. Nie można też sobie pozwolić na przebieranie np. w warsztatach mechanicznych, bo są tylko dwa w mieście. Jeśli nie jesteś zadowolony z usług pierwszego mechanika idziesz do drugiego, ale co w przypadku jak i drugi warsztat Cię zawiedzie? Wracasz pokornie do pierwszego i czekasz na efekty. Są to minusy małych społeczności żyjących w trudno dostępnych warunkach; mały rynek i brak konkurencji.

Uważam, że są również zalety: wszyscy się znają i utrzymujesz ciągły kontakt z ludźmi. Czasami może być to męczące, ale chcesz czy nie, musisz utrzymywać relację z innymi mieszkańcami – lepsze lub gorsze. Gdy jesteś w potrzebie zawsze znajdzie się ktoś, kto Ci pomoże, albo przynajmniej będzie się starał pomóc.

Nie mieszkam w Igloo

Podczas naszej rozmowy Adam wspomniał, że wydaje książkę pt.”Nie mieszkam w Igloo” – byłem, widziałem, „Nie mieszka w Igloo” :). Jestem już po lekturze i powiem Wam, że ciekawa pozycja. Sporo informacji, interesujących historii i trochę śmiechu :).

Książka wyjaśniła kilka spraw, które na początku nie tyle były dla mnie szokujące, co niezrozumiałe; ale do tego będę odnosił się w kolejnych postach. Nie będę streszczał książki, ale szczerze polecam i zachęcam do jej kupna – warto.

Kalaallisuuliorner Mik Kinniarfik

Powyższa łamiąca mi język nazwa, była/jest określeniem szkoły kostiumów narodowych w Sisimiut.

Poszedłem tam z nadzieją, dostania się do środka. Początkowo był problem z dogadaniem się; Pani dyrektor nie mówiła po angielsku, ja po duńsku. Z pomocą przyszedł znajomy Grenlandczyk, do którego zadzwoniłem i poprosiłem o wyjaśnienie swojego zamiaru zebrania informacji o kulturze Grenlandczyków :). Dostałem pozwolenie na fotografowanie i nagrywanie :).

W szkole udało mi się częściowo zobaczyć proces przygotowania skór, szycia butów Kamik, miałem również okazję porozmawiać z jedną z uczennic.

Rozbieżność wieku kursantów była bardzo duża. Uczęszczały tam zarówno młode dziewczyny jak i starsze Panie o rożnym poziomie umiejętności krawieckich.

Jedna z moich rozmówczyń, powiedziała mi, że przystąpiła do kursu ponieważ chciała nauczyć się szycia grenlandzkich kostiumów – jej babcia szybko zmarła i nie miał jej kto przekazać wiedzy. Takie szkoły, a jest ich kilka na całej Grenlandii dają możliwość nie tylko nauki rzemiosła, ale również pomagają kultywować tradycję. Szkoda, że w Polsce nie do końca to działa.

 

Co można robić w Sisimiut?

Na sam koniec jeszcze kilka słów o tym, co poza wcześniej wspomnianymi rzeczami można robić w Sisimiut.

Aktywności na świeżym powietrzu.

Miasto nie jest duże, ale zdecydowanie jest to raj dla ludzi aktywnych. Uważam, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Setki kilometrów kwadratowych ziemi i morza, tylko czekają, żeby je eksplorować. Zależnie od pory roku można to robić na kilka sposobów.

Zima

Sisimiut jest miejscem znanym z białego szaleństwa. Setki kilometrów dróg dla psich zaprzęgów oraz skuterów śnieżnych, trasy narciarskie i wyciąg orczykowy. Najbardziej znany szlak to Sisimiut –  Kangerlussuaq liczy on 160 km. Odcinek można pokonać skuterem, psim zaprzęgiem, czy na nartach.

Informacja dla narciarzy; w marcu na trasie Sisimiut –  Kangerlussuaq odbywa się jeden z cięższych biegów narciarskich świata Arctic Circle Race. Przez 3 dni zawodnicy muszą pokonać dystans 160 km, nocując w namiotach przy minusowych temperaturach.

Wiosna

Wczesną wiosną można podziwiać zorzę polarną i jeszcze korzystać ze śniegu i zimowych aktywności, a po odmarznięciu fiordów otwiera się droga morska do innych zakątków Grenlandii.
Jak powiedział Adam, okres przejściowy między późną wiosną, a latem jest jednym z najgorszych. Śnieg i lód nie nadaje się wtedy do użytku, a fiordy są jeszcze na tyle zamarznięte, że małe łódki nie mogą się przebić, więc człowiek niespecjalnie może wydostać się poza miasto.

Lato i jesień

Idealna pora na treking np. trasa Sisimiut –  Kangerlussuaq (czas przejścia ok. 2 tygodnie), nocleg pod namiotem lub w chatce myśliwskiej, wyprawy kładami, kajakiem lub łodzią. Chętni mogą wybrać się też na polowanie.
Przez krótki okres lata trzeba pamiętać o komarach, właściwie one same nie dadzą o sobie zapomnieć. Moskitiera na głowę jest zalecana.

Życie towarzyskie

Choć Sisimiut jest małe znajduje się tam kilka restauracji i barów, gdzie znajdziemy zarówno dania grenlandzkie jak i azjatyckie.

Poza restauracjami wieczór można spędzić w dwóch lokalach; Pub Raaja (tam gdzie spadają płyty z sufitu) lub w Kukkukooq.

Podczas naszej wizyty w Pubie Raaja Grenlandczycy niespecjalnie rwali się do tańca. Wszyscy z naszej grupy byli delikatnie podpici i mieliśmy ochotę na tańce, hulankę, swawolę; Dj co prawda nie ułatwiał nam tego, puszczając bardzo dziwne, szybkie i nieznane mi kawałki. Jestem człowiekiem słuchającym różnej muzyki, ale ciężko mi było odnaleźć się w tańcu :D, choć techno-polka wpadła mi w ucho :).

Trochę kultury

Osoby zainteresowane rękodziełem mogą wybrać się do warsztatu przy porcie, gdzie z kości, rogów i ciosów zwierząt żyjących na Grenlandii wyrabia się biżuterię i figurki Tupilak.

W mieście znajduje się również Centrum Kultury Taseralik. Organizowane są tam wystawy oraz znajduje się sala kinowa.

Na przełomie marca i kwietnia w Sisimiut organizowany jest festiwal Arctic Sounds. Koncerty odbywają się w różnych lokalach w Sisimiut, gdzie występują wykonawcy z krajów skandynawskich.

Przykładowe ceny w DKK:
  • 199 czerwone wino
  • 50 arbuz
  • 13.50 4 pomidory
  • 10 sztuka papryki czerwonej
  • 23.95 serek Philadelphia
  • 22.50 ser w plastrach 400g
  • 22 biała nic do szycia – MiśUśmich nie wytrzymał trudu podróży, delikatnie się rozpruł.
  • 29.50 – 10 jajek
  • 26 chleb
  • 34.95 ser w plastrach 300g

 

I jak podoba się Wam Sisimiut :)? Wybralibyście się tam na urlop :)?

 

Patronat Honorowy Prezydent Miasta Suwałk oraz Wigierski Park Narodowy

 

 

Patronat medialny: TVP3 Białystok oraz Wrotom Podlasia

Wsparły mnie firmy:  Relax oraz Meind

 

8 Replies to “Biały Miś w Sisimiut #2”

    1. Jak zawsze miłe słowa z Twojej strony :). Dziękuję bardzo :).
      Niestety nie miałem z sobą aparatu, byłem za daleko kwatery i zanim dotarłem na miejsce i wziąłem Nikona, nie było już co fotografować. Zostały tylko wspomnienia :).

      1. Mam nadzieje, że następny raz będzie na Islandii :). Pozdrowienia od Kostka :).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.