Nepal tysiąca zapachów cześć 6 Beni

Русский

Beni

Pierwsze dni w Nepalu były napięte czasowo i dość intensywne. Po wszystkich przygodach w końcu znalazłem czas na odwiedzenie znajomego Nepalczyka poznanego w UK.

Dzień Pierwszy

Wyruszam z Pokhary do Beni ( miejscowości rodzinnej mojego kolegi ). Autobus lokalny tym razem bez Wi – Fi dla tego droga dłuży się  niemiłosiernie :D. Po 5 godzinach docieram na miejsce. Nie widać domowników, zajętych swoimi codziennymi obowiązkami. Zostawiam bagaż w pokoju, zmieniam ubrania i wychodzimy na momo z herbatą. Przypominamy stare czasy i wspominamy jakże ukochaną pracę w Anglii:). Krótki spacer wzdłuż rzeki Myagdi i powrót do mieszkania. Wieczór zostaje ukoronowany potężnym Dal Bhatem zjedzonym wraz z rodziną, po którym ledwo wstaje z krzesła – człowiek nie chce urazić gospodarzy więc trzeba wymieść z talerza wszystko. Pyszne jedzenie, ale porcja była potężna.

Dzień Drugi

Z rana znajomy otwiera sklep AGD ( sprzęty nie odchodzą od standardów europejskich ). Przez kilka godzin musi dopilnować interesu. Ja tymczasem siedzę na ławeczce między sklepem a rynsztokiem, popijam herbatkę i oglądam pobliskie stoiska i przechodniów. Ludzie uśmiechnięci idą na zakupy, dzieci w mundurkach do szkoły – życie toczy się niespiesznie. Wyłapuję zaciekawione spojrzenia  – jestem jednym z nielicznych białych osób, do tego piję herbatę na ławeczce sklepu AGD jak gdyby nigdy nic :). Po kilku godzinach odpoczynku pojawia się zmiennik i możemy ruszać na zwiedzanie. Wchodzimy na górę z której roztacza się widok na miasto. Miejscowość położona jest u zbiegu rzek Myagdi i Khali Ghandaki. W oddali widać szczyt Dhaulagiri II, świeci słońce, niebo jest bezchmurne, cisza i spokój. Popołudnie i wieczór upływa nam na jedzeniu, odpoczynku i rozmowach.

Dzień Trzeci

Mamy zaplanowany przejazd motorem do Tatopani (gorących źródeł ). Jadę tam z nadzieją wymoczenia się w ciepłej wodzie – czuje jeszcze w mięśniach treking na Poon Hill. O 11 po około 1.5 godziny jazdy docieramy do celu. Kiedyś myślałem że jazda motorem jako pasażer jest przyjemna. Może i tak jest gdy jedzie się asfaltem, ale na pewno nie po nepalskich drogach. Ciągłe nierówności, omijanie dziur, zwalnianie, przyspieszanie daje w kość rękom, nogom i pośladkom.

Na miejscu okazuje się że gorące źródła do godziny 15 dostępne są wyłącznie dla kobiet. Nie mamy ochoty tyle czekać, postanawiamy wracać. Przedtem jeszcze krótki rzut oka na obiekt. Jest on zadaszony blachą i nie ujawnia zbyt wiele szczegółów ze środka. Leży przy samym brzegu rzeki Myagdi. Basen jest betonowy i nie wygląda jak nasze ośrodki termalne w Tatrach :), ale mimo wszystko z chęcią  pomoczył bym tam swoje kości.

W Beni znajomy informuje mnie, że za 3 dni Maoisci zablokują kraj na 3 dni. Droga z Pokhary do Katmandu już teraz zapowiada się interesująco. Zostało mi 6 dni w Napalu. Miałem zaplanowany jeden dzień na powrót do Pokhary, drugi na zwiedzanie Fewa Falls i World Peace Pagoda, trzeci na transfer, a ostatnie dni chciałem przeznaczyć na zwiedzanie Katmandu – nie ma co się martwić za w czasu, jest jeszcze Dal Bhat do zjedzenia, Roksi do wypicia i noc do wyspania się.

Dzień Czwarty

Z rana przed wyjazdem dostaję prezenty dla moich sióstr, żegnam się z rodziną znajomego i ruszam jeepem do Pokhary. Mijamy wojskowe ciężarówki i policyjne blokady -przygotowujące się na ewentualny atak Maoistów.  Po 4 godzinach docieramy bezpiecznie do celu. Od razu idę na lotnisko dowiedzieć się czy będzie otwarte podczas strajku. Na szczęście okazuje się że tak. Nie chcę zbytnio zmieniać swoich planów dlatego decyduję się na samolot za 2 dni. Cena za bilet 100 dolarów.

Dzień Piąty

Wynajmuję rower i udaje się do WPP. Pech chciał że przebiłem koło w trakcie podjazdu którąś ze ścieżek. Przypinam go do najbliższej barierki i idę pieszo. Droga w upalnym słońcu zajmuje mi trochę czasu. Podziwianie widoków, kilka zdjęć, herbata i zejście. Udało mi się znaleźć w pobliżu warsztat rowerowy. Cała operacja łatania koła 15 min, czyli wystarczająco dużo czasu na kolejną herbatę w pobliskim lokalu. Mając sprawną maszynę zajeżdżam do Fewa Falls. Obiekt ma kilka ładnych budynków, choć same wodospady znikające w otchłani ziemi ciężko dostrzec. Barierki i tłumy ludzi skutecznie ograniczają widok. Mimo wszystko polecam :). Cena za bilet 30 rupii.

Dzień Szósty

Rozpoczął się strajk, ulice wyglądają jak opuszczone – ciężko też o taksówkę. Jedynie samochody z zielonymi tablicami rejestracyjnymi ( turystyczne ) mogą poruszać się bez problemu. Przejazd z Lake Side na lotnisko 500 rupii, cena dość wysoka ale nie chcę mi się iść z dwoma plecakami.

Przelot awionetką był krótki, ale przyznam że siedziałem jak na szpilkach. Stan techniczny samolotu i bliskość gór tak na mnie działała, po dotknięciu ziemi byłem Bardzo Szczęśliwy.

I tak zostawiam za sobą Pokharę i wszystkie jej przyjemności, teraz przyszedł czas na Kathmandu :).

 

SMACZNE-PODROZE-png

 

Dodaj komentarz